KategorieNaturalna pielęgnacja

W wakacyjnej kosmetyczce

Zdradzę Wam, że planujemy wyjechać na wakacje! Ale, ale! Nie jest to takie zwykłe planowanie! Poluję bowiem na ciekawy last minute w najbliższych dniach i jestem ogromnie ciekawa, gdzie nas los zawiedzie! A jeśli teraz się nie uda, to coś wymyślimy w lipcu. I też na pewno będzie super! Bo będziemy razem, będzie słońce i jakaś woda. I tego nam właśnie trzeba!

Przy tej okazji nie mogło zabraknąć posta o wakacyjnej kosmetyczce!

Zobaczcie więc, co dla Was znalazłam – trochę ciekawych nowości i kilka sprawdzonych patentów!

 

1. Żel aloesowy Equilibra 98% – jeden z moich ulubionych produktów ostatnimi czasy. Nadaje się do wszystkiego, do twarzy, pod krem, do ciała, dla dzieci, a w wakacje ukoi poparzoną słońcem skórę. Znajdziecie go w wielu aptekach. / Equilibra, cena: 19,90 zł

2. Body wake up fridge by yDe – balsam, który ujednolica i rozświetla koloryt skóry a jednocześnie intensywnie ją pielęgnuje. Pewnym problemem może być fakt, że trzeba go przechowywać w lodówce, ale na pewno gdzieś się jedna na wakacjach znajdzie!/ fridge by yDe, cena: 189 zł

3. Algamaris Fluid SPF 30+ ochrona przeciwsłoneczna – organiczny fluid do twarzy z mineralnym filtrem zapobiega wczesnemu starzeniu się skóry dzięki dużej zawartości przeciwutleniaczy oraz wyciągom z alg morskich. Zapewnia jednolity koloryt i wysoką ochronę przeciwsłoneczną UVA/UVB.  / OrganicAll, cena: 74,95 zł

4. Hagi Naturalny multikrem do twarzy, rąk i ciała – wakacyjna odpowiedź na kompleksową pielęgnację skóry oraz limity bagażowe! Specjalnie dobrane oleje, ekstrakty i substancje czynne są odpowiednie do pielęgnacji twarzy, rąk i ciała, szczególnie w okresie letnim. / Hagi, cena: 49 zł

5. Make Me BIO Krem do ciała SPF 25 – mały (może trochę za mały), poręczny krem do całego ciała, o lekkiej konsystencji . W sam raz do kosmetyczki! / Make Me BIO, cena: 29 zł

6. Le Cafe de Beaute – KAFE KRASOTY – Chłodzący krem – masło do ciała do i po opalaniu – jedno z moich ulubionych masełek, o którym pisałam Wam już przy okazji poprzednich wakacji. Cudownie koi, chłodzi i nawilża skórę. Bardzo polecam! / BliskoNatury.pl, cena: 27,45 zł

7. Secrets de Provence – Organiczny suchy szampon do włosów – odświeża, absorbuje nadmiar sebum, przywraca włosom lekkość i objętość. Sprawia też, ze włosy są miękkie i błyszczące. Wśród jego kluczowych składników są talk, proteiny ryżu i pszenicy oraz mączka owsiana.  / Triny, cena: 27 zł

8. Pomadka do ust z filtrem SPF 18 Australian Tea Tree – nawilża i łagodzi spierzchnięte usta. Wyciąg z liści drzewa herbacianego nadaje jej działanie antybakteryjne, zaś witamina E wspomaga odbudowę uszkodzonego naskórka i ma działanie przeciwstarzeniowe. / Iwos, cena: 14,50 zł

9. Momme Ochronny parasol od słonka (SPF50) – Ochronny, naturalny krem z filtrem UV dla dzieci i niemowląt (rodzicom też się przyda!). Zawiera certyfikowane, ekologiczne filtry nowej generacji, które zapewniają wysoką protekcję UVA i UVB oraz minimalizują ryzyko reakcji alergicznych, związanych z ekspozycją na słońce. Momme, cena: 59 zł

10. Vianek Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy – praktyczny, wielofunkcyjny produkt, idealny podczas urlopu! Dzięki zawartości kompleksu humektantów (mocznik + kwas hialuronowy), zapobiega utracie wody i chroni przed negatywnymi czynnikami. Panthenol, ekstrakt z ziela owsa zwyczajnego oraz cenny olej z kiełków pszenicy łagodzą i przywracają skórze równowagę. / Vianek, cena: 17,99 zł

11. Bania Agafii – Ekspresowa maseczka do twarzy ODŚWIEŻAJĄCA – moja ulubiona! Miętowa, chłodząca i faktycznie ekspresowo odświeżająca! A przy tym – bardzo poręczna! / BliskoNatury.pl, cena: 5,44 zł

12. Trawy i Zioła Agafii – Naturalne CZARNE mydło syberyjskie do ciała i włosów – pięknie pachnące mydło dla całej rodziny na całe wakacje! Z prawdziwymi listkami w środku! Gęste mydło bogate w wyciągi z syberyjskich ziół o wyjątkowym działaniu pielęgnacyjnym. / Triny, cena: 36,41 zł

Truskawkowe serniczki do kąpieli

Co powiecie na małe truskawkowe szaleństwo w kąpieli? Powiedzcie TAK, bo mam dzisiaj dla Was pomysł na serniczki kąpielowe w dwóch truskawkowych odsłonach!

Są urocze, są truskawkowe, pachną obłędnie, wyglądają jak prawdziwe mini serniczki, a na dodatek cudownie pielęgnują skórę w kąpieli! Mamy w nich bowiem odżywcze, kojące i regenerujące mleko wraz z masłem shea, masłem kakaowym i olejem ryżowym.

Nic, tylko wskakiwać do wanny!

Truskawkowe serniczki kąpielowe

Wersja różowa z sercami

Składniki:

  • 15 g – 3 łyżki roztopionego masła shea rafinowanego
  • 15 g – 3 łyżki roztopionego masła kakaowego
  • 15 ml oleju ryżowego
  • 30 g mleka w proszku
  • 5-6 żyłek rozdrobnionych w dłoniach truskawek liofilizowanych (są w supermarketach)
  • 5 ml olejku zapachowego (najlepiej truskawkowego)
  • opcjonalnie 4-5 kropelek czerwonego barwnika do mydeł
  • serduszka z białej czekolady do dekoracji
  • papierowe papilotki na pralinki (wybrałam najmniejsze na pralinki, wyszło 10 szt.)

Wersja biała z truskawkami

Składniki:

  • 10 g – 2 łyżki roztopionego masła shea rafinowanego
  • 10 g – 2 łyżki roztopionego masła kakaowego
  • 10-15 ml oleju ryżowego
  • 30 g  mleka w proszku
  • 4 ml olejku zapachowego (najlepiej truskawkowego)
  • truskawki liofilizowane do dekoracji
  • papierowe papilotki na pralinki (tym razem wyszło 6 szt.)

 

W kąpieli wodnej roztapiamy masła. Do miseczki wsypujemy mleko, a w przypadku różowych serniczków także truskawki i barwnik,  dolewamy masła i olejek zapachowy i mieszamy. Dolewamy tyle oleju ryżowego, aby uzyskać konsystencję miękkiej pasty, bez grudek. Przekładamy ją po równo do papilotek, dekorujemy serduszkami i truskawkami i odstawiamy do stwardnienia.

Do kąpieli z ciepłą woda dodajemy 1-2 serniczki. Rozpuszczą się w wodzie, uwolnią swe dobroczynne składniki i piękny zapach.

 

Prosta i skuteczna punktowa pasta na niedoskonałości

Mam dzisiaj dla Was kolejny bardzo prosty, a genialny wręcz przepis! Zrobimy bowiem coś, co niestety wielu z nas może się bardzo przydać – punktową pastę na niedoskonałości! A dokładniej na wszelkie przykre niespodzianki, które od czasu do czasu serwuje nam cera. Pasta skutecznie je niweluje, wysusza, goi, widocznie zmniejsza, a jednocześnie łagodzi podrażnioną skórę.

Co w niej znajdziemy? Samo dobro! Po pierwsze całą masę uzdrawiającego, cudownie kojącego aloesu. Do niego dodałam tlenek cynku – to on nadaje tę białą konsystencję pasty, tworzy rodzaj maści cynkowej. Jest to bardzo delikatny proszek, słynący ze swoich właściwości gojących i przeciwzapalnych. Stanowi też naturalny filtr przeciwsłoneczny. Poleca się go w leczeniu trądziku, różnego rodzaju wysypek i stanów zapalnych skóry. Całość uzupełniłam jeszcze odrobiną oleju z czarnego kminu, czyli z tak lubianej przeze mnie czarnuszki o działaniu przeciwzapalnym i regenerującym oraz antybakteryjnego i przeciwgrzybicznego olejku z drzewa herbacianego.

I tyle! Cztery naturalne, bardzo skuteczne składniki, które razem stworzyły skuteczną broń w codziennej walce o piękną skórę.

Ach, muszę dodać, że wykorzystałam tutaj żel aloesowy 98% Equilibra, dostępny w aptekach. Posiada on już odrobinę środków konserwujących. Bardzo go polecam, bo świetnie sprawdza się zarówno samodzielnie, jak i dodatek do innych kosmetyków.

Punktowa pasta na niedoskonałości

Składniki:

  • 10 ml żelu aloesowego (użyłam Equilibra)
  • 5 ml tlenku cynku (ZielonyKlub.pl)
  • 2,5 ml oleju z czarnego kminu / czarnuszki
  • 10 kropelek olejku z drzewa herbacianego

Do przygotowania pasty użyłam łyżeczek miarowych, dlatego też ilość tlenku cynku podałam w mililitrach. Wszystkie składniki ucieramy na pastę o jednolitej konsystencji. Przekładamy do wyparzonego słoiczka.

Pastę nakładamy punktowo na zmienione miejsca, jedynie bardzo cienką jej warstwę. Można ją nakładać kilka razy dziennie lub na noc, na oczyszczoną skórę.

 

W roli głównej: kremy Mokosh

Cóż, przyznam, że od dawna nie miałam tak fajnego duetu do pielęgnacji cery. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nowe kremy naszej polskiej manufaktury Mokosh są doprawdy genialne. Chyba nawet muszą być… za tę cenę… W każdym razie, w roli głównej zabłyszczą nam dzisiaj nowe gwiazdy mojej łazienki – Wygładzający krem do twarzy Figa oraz Korygujący krem pod oczy Zielona herbata.

A wyglądają tak niepozornie… Ot, dwa proste słoiczki w typie małej manufaktury – ciemne, z brązowego szła, z czarną nakrętką. Bez żadnego fiu bździu, prosty opis, marka, nazwa, skład, producent. I choć często to całe fiu bździu lubię i polecam, doceniam także piękno prostoty i minimalizmu. Powiem Wam więc, że bardzo te słoiczki mi się podobają.

Zresztą i tak w gruncie rzeczy najistotniejsza jest zawartość. A z tą polubiłam się bardzo. Moja cera nie jest łatwa, doceniam więc wybitnie produkty, które nie tylko jej nie szkodzą, ale jeszcze potrafią ją ukoić, odpowiednio nawilżyć i zregenerować. Kremom Mokosh zaufałam w pełni – oba mają dobrą konsystencję (krem do oczu jest gęstszy, wyrazistszy), oba szybko się wchłaniają i zupełnie nie zapychają. Nie miałam po nich żadnych przykrych niespodzianek, a wręcz mam wrażenie, że istotnie wpłynęły na dobry stan cery, pomogły jej się wyregulować, złagodziły podrażnienia i sprawiły, że jest miła w dotyku i miękka.

Krem figowy uwielbiam też za jego… figowość. Nie wiem czemu, ale mam wyraźną skłonność do wszystkiego, co figowe, a ekstrakt z figi ewidentnie dobrze czyni mojej skórze. Krem ma też piękny, bardzo delikatny zapach i świetną pojemność – 60 ml, dzięki czemu wystarcza na długo. Lubię nakładać go codziennie rano i wieczorem, wspierając jego moc żelem aloesowym lub kropelką olejku tymiankowego, co dobrze sprawdza się w pielęgnacji cery problematycznej.

Podoba mi się też jego ewidentnie przemyślany skład.Zacytuję kilka słów producenta: „zawiera m.in.: egzotyczny olej z baobabu, który działa przeciwzapalnie i regenerująco w różnych warstwach naskórka, olej arganowy o silnym działaniu nawilżającym i odmładzającym, olej jojoba, który zmiękcza skórę i odbudowuje jej płaszcz hydrolipidowy. Dodatkowo aktywnie działające naturalne ekstrakty z figi, lnu i bawełny oraz kompleks AQUAXYL™ z naturalnym ksylitolem nawilżają, rozświetlają, odżywiają skórę oraz chronią przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych i wolnych rodników.” Uważam, że jest znacznie lepszy niż konkurencyjny, plasujący się podobnie cenowo i marketingowo – krem Purite (mam anti-age). Polecam go i pod makijaż i jako źródło nocnej regeneracji. Na lato i na zimę.

Jego mniejsza siotra – Korygujący krem pod oczy Zielona herbata jest równie dobry i równie przemyślany. Tutaj muszę zacząć od opisu: „zawiera aktywny wyciąg z alg morskich , które zapobiegają rozszerzaniu się naczyń krwionośnych zlokalizowanych w okolicy oczu oraz kofeinę stymulującą mikrokrążenie w skórze. Dzięki temu, stosowany systematycznie, wpływa na redukcję cieni i opuchnięć pod oczami. Z uwagi na wykorzystanie ekstraktu z zielonej herbaty o działaniu antyoksydacyjnym, opóźnia oznaki starzenia skóry powstające pod wpływem promieniowania UV. Oleje sezamowy, arganowy i koksowy regenerują i odbudowują zniszczoną skórę i długotrwale ją nawilżają. Dodatek mineralnej miki optycznie poprawia koloryt skóry nadając jej rozświetlony wygląd. „

Krem jest więc jednym z lepiej przygotowanych do codziennej pielęgnacji skóry wokół oczu spośród kremów dostępnych na rynku. No i faktycznie ma lekki, bardzo lekki kolor, co doprawdy wydaje mi się genialnym pomysłem. Po jego codziennym stosowaniu, już po kilku dniach, oczy jakby odżywały. Ma przy tym przyjemny, ale ledwo wyczuwalny zapach i również – świetną pojemność –  30 ml na krem pod oczy to sporo.

Polecam Waszej uwadze nie tylko same kremy, ale także markę Mokosh. Śledzę ją od dawna, choć dopiero teraz miałam sposobność coś wypróbować. Manufaktura szybko się rozwija. Niegdyś w ofercie posiadała tylko czyste surowce – oleje czy sole. Teraz już możemy zakupić takie perełki, jak te nasze dzisiejsze gwiazdy. Bardzo mnie też kusi brązujący balsam do ciała. Pewnie warto wypróbować przed wakacjami!

Zobaczcie więc koniecznie stronę Mokosh.

Biofficina Toscana – najlepszy rytuał dla włosów

Należę do osób mocno sceptycznych w temacie pielęgnacji włosów. Nie mam bowiem z nimi lekko – jest ich bardzo dużo, są grube i problematyczne. Wiele naturalnych produktów dostępnych na rynku po prostu sobie z nimi nie poradziło lub, najzwyczajniej w świecie, zabrakło mi cierpliwości do ich stosowania. Jakaż więc była moja radość po odkryciu kosmetyków, które dzisiaj goszczą w Lili jako nasze gwiazdy!

Wierzcie mi lub nie, ale dla mnie to prawdziwa rewolucja w pielęgnacji włosów!

A wszystko dzięki marce Biofficina Toscana. Znam ją już od dłuższego czasu, choć przyznam, że nie poznałam jej na tyle dobrze, na ile faktycznie zasługuje. Jest to włoska marka, powstała 2010 roku, jak to zwykle bywa – z pasji dwóch kobiet. Ogromnie podoba mi się zasada „0 km”, którą obie panie przyjęły na początku swojej działalności, a która zakłada wykorzystanie wyłącznie lokalnych produktów. Umożliwia nam to korzystanie z tego co najlepsze w magicznej Toskanii! Co ciekawe, marka zaczynała swoje funkcjonowanie od 10-metrowego warsztatu, ale tak prężnie i szybko się rozwinęła, że wymusiło to powstanie głównego centrum logistycznego do obsługi zamówień na rynki włoski i zagraniczne, a także dwóch lokalnych biur operacyjnych. Serdecznie gratuluję sukcesu, zwłaszcza, że kosmetyki są doprawdy genialne.

Ale przejdźmy do meritum. Chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować zestaw, który idealnie sprawdził się w codziennej pielęgnacji moich włosów. Mowa o Oczyszczającym szamponie, Hydrolacie rozmarynowym i Odbudowującej masce Biofficina Toscana. Zaczniemy od dwóch pierwszych.

Niezwykle zdziwiło mnie, że szampon, który oferuje nam marka to tak naprawdę… koncentrat szamponu. Oznacza to, że we względnie małej buteleczce znajduje się gęsty płyn, który należy rozrobić z wodą lub, uwaga, hydrolatem i dopiero wtedy ma optymalne właściwości myjące. Co równie istotne – całość jest po prostu ekonomiczna! Nie dopłacamy za dodatek wody w kosmetyku i w rzeczywistości mamy dwa razy więcej szamponu niż wynika to z pierwszego spojrzenia. Marka oferuje także specjalne butelki, w których takie koncentraty można sobie zmieszać z płynami, co jest bardzo wygodne – narysowane są na niej pojemności poszczególnych składników. I tak, wlewamy najpierw połowę koncentratu, potem połowę wybranego hydrolatu (o którym za chwilę) i całość wypełniamy wodą. Mieszamy i myjemy włosy.

Od razu powiem, że tak skomponowany szampon wystarcza na dosyć długo, świetnie, naprawdę świetnie się pieni i oczyszcza nawet moje trudne, gęste włosy. A byłam sceptykiem! Zajrzyjmy więc może do środka naszego specyfiku. Szampon ma przywracać równowagę włosom przetłuszczającym się i z tendencją do łupieżu. Czyli moich. Faktycznie, potwierdzam – wydają się bardziej… stabilne i dłużej świeże. Produkt „Reguluje procesy natłuszczania, łagodzi i oczyszcza skórę głowy. Zawiera organiczne ekstrakty z łopianu, bluszczu, jałowca, brzozy oraz Alpaflor® Alp-sebum®- innowacyjne aktywne składniki regulujące przetłuszczanie i stany zapalne skóry głowy.” Skład ma bardzo przyjemny z delikatnym detergentem na czele oraz licznymi ekstraktami ziołowymi. Zapach  – naturalny i mocno orzeźwiający – mamy tu bowiem olejki z eukaliptusa i mięty, które od bardzo dawna sobie cenię za ich pielęgnacyjną moc.

Zdecydowałam się dobrać do mojego szamponu wodę rozmarynową. Czemu? Jest to hydrolat polecany szczególnie w pielęgnacji włosów, zwłaszcza tych problematycznych. Można go oczywiście stosować po prostu do skóry, najlepiej jako tonik do twarzy. Ma działanie antyseptyczne, ściągające, zapobiega stanom zapalnym, wzmaga regenerację. Rozmaryn pięknie pachnie, rozjaśnia umysł, pomaga się skoncentrować i realizować wyznaczone cele. Ot, taki bonus dla zmysłów. Muszę tu tylko zaznaczyć, że hydrolat nie jest w pełni czystym produktem, dodano do niego odrobinę konserwantów. W żaden jednak sposób mi to nie przeszkadza. W każdym razie włosy go bardzo polubiły!

Po użyciu naszego oczyszczająco-orzeźwiającego duetu sięgam po Odbudowującą maskę Biofficina Toscana. Nakładam niemało, na mokre, umyte włosy i pozostawiam na kilka minut. Choć w zasadzie efekt niezwykle miękkich włosów czuć już po chwili. I jest to doprawdy wspaniały efekt. Uwielbiam go! Uwielbiam, kiedy moje włosy z pomierzwionych w trakcie mycia odmieniają się nagle w ułożone, lejące, zwarte i gładkie.

„Maska o działaniu układającym i naprawczym, które zawdzięcza połączeniu toskańskiej oliwy extra virgin IGP z ekstraktami bluszczu, pokrzywy, kasztanowca, szałwii i tymianku.” Mamy więc zioła, toskańskie oczywiście, które faktycznie pielęgnują włosy, odżywczą oliwę oraz inne łagodne składniki, których zadaniem jest przywrócenie blasku włosom, ułatwianie rozczesywania i zapobieganie ich elektryzowaniu. Co najważniejsze – maska działa! I to działa świetnie.

Niniejszym więc polecam Wam moje odkrycie, moją włosową rewolucję, mój nowy pielęgnacyjny rytuał! Polecam Wam gorąco zwrócenie uwagi na całą ofertę marki. Jestem przekonana, że zaskoczy nas jeszcze nie raz.

To jak, wyruszacie ze mną w kosmetyczna podróż po Toskanii? Ja jadę!

Post powstał we współpracy ze sklepem Biofemina.pl Tam też znajdziecie wszystkie produkty marki!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Wielofunkcyjne masełko na dobry dzień

Masełko zrobiłam, doprawdy jedno z najlepszych! Masło gęste, odżywcze, pełne genialnych masełek i olejów, mocno regenerujące. Masło na każda potrzebę – do ciała po prysznicu, do rąk w każdej chwili, do ust, do mycia buzi nawet (masujemy wilgotną skórę, a potem zmywamy żelem do mycia twarzy), do skórek przy paznokciach i do paznokci, żeby silne były i piękne.

Ale wiecie co w nim jest najnajlepsze? To olejki eteryczne, które dobrałam tak, żeby masełko faktycznie pomagało nam rozpocząć dobry dzień! Mamy więc energetyzującą bergamotę, rozjaśniające umysł i sprzyjające koncentracji rozmaryn z odrobiną tymianku oraz nieco orzeźwiającej mięty! Wierzcie mi – masełko stanie się Waszym codziennym przyjacielem. Lepszym nawet od kawy!

Wielofunkcyjne masełko na dobry dzień

Składniki / na słoiczek 120 ml

  • 15 g masła kakaowego
  • 30 g masła shea rafinowanego
  • 15 g wosku pszczelego bielonego
  • 25 ml oleju z nasion papai
  • 20 ml oleju jojoba
  • 3 ml olejku bergamotowego
  • 2 ml olejku rozmarynowego
  • 3 kropelki olejku tymiankowego
  • 3 kropelki olejku miętowego

 

W kąpieli wodnej roztapiamy masła i wosk. Dolewamy do nich oleje, mieszamy i ściągamy z ognia. Cały czas mieszając, dolewamy olejki eteryczne. Całość przelewamy do słoiczka i odstawiamy w chłodne miejsce do stwardnienia.

Zapisz

Zapisz

Facebook