KategorieMarketing

Mały Biznes / Migawki 05 / Święta

Święta, jak wiadomo, to czas rodzinnych spotkań, magii, zadumy i radości. Co jednak równie jasne, w przypadku wielu, wielu firm, w tym takich małych biznesów jak nasz, jest to najgorętszy okres w roku. Dzieje się dużo, sprzedaje się dużo, organizuje jeszcze więcej. I ja, od jakiegoś czasu, tkwię w tym świątecznym szale. I muszę przyznać, że bardzo mi z tym dobrze, bo jestem ogromną fanką Świąt. Jeśli więc można połączyć przyjemne z pożytecznym, pracuje się o wiele lepiej!

Przygotowania oczywiście trwają w naszym sklepiku Lili in the Garden. Przyznam jednak, że większość mojej uwagi poświęcona jest akcji świątecznej na blogu. Co roku o tej porze, wysyłam całą masę maili do całej masy marek, sklepików, producentów i dystrybutorów produktów – zarówno kosmetyków, jak i po prostu pięknych i ciekawych rzeczy wszelakich, których uważam, za wartych pokazania i polecenia w tym szczególnym okresie. Co roku przypominam się markom, które dobrze znam i z którymi chętnie współpracuję, ale też poznaję bardzo wiele nowych, wartych uwagi. Uwielbiam te kontakty, uwielbiam planować publikacje, tworzyć sobie w głowie wizualizacje wpisów.

Równie mocno lubię wszystkie te świąteczne pomysły i projekty, które pokazuję Wam w Lili zawsze w grudniu. Już teraz przygotowaną mam całą listę. Bardzo wstępną listę pomysłów zaledwie, z których część pewnie nie wyjdzie, część uznam za niewystarczająco dobrą… Ale sam fakt kombinowania, wieczornych prób w kuchni z kubkiem gorącej herbaty, w aromatach korzennych przypraw i słuchając amerykańskich świątecznych piosenek, napawa mnie  wewnętrznym ciepłem i ekscytacją.

Zapraszam więc Was bardzo do śledzenie Lili w okresie świątecznym. A jeśli macie coś, co chcielibyście tu pokazać – coś tworzycie, sprowadzacie, dystrybuujecie, jesteście częścią dużej marki lub w pojedynkę potraficie wyczarować coś niesamowitego, zapraszam do kontaktu na lilinatura@lilinatura.pl.

Bo święta w Lili to:

  • Wielki Świąteczny Lili Konkurs – już 5. edycja wielkiego gwiazdkowego rozdawania prezentów, która rok rocznie spotyka się z ogromnym zainteresowaniem!
  • Lili Katalog Prezentów – praktyczne i zachęcające polecenia prezentów dla niej, dla niego, dla dzieci oraz na wiele specjalnych okazji;
  • Wyjątkowe przepisy na aromatyczne prezenty kosmetyczne, unikatowe, pomysłowe i do wykonania przez każdego;
  • Inspiracje opakunkowe i dekoracyjne pełne świątecznej radości;
  • Bezpłatne etykiety z motywami świątecznymi do ściągnięcia dla każdego;
  • Ogromna dawka serca, uśmiechu i pomysłów okraszona wiedzą, ciekawostkami i poradami.

Zapraszam!

PS Tak tylko jeszcze uprzejmie donoszę, że w mojej Cukierni kosmetycznej znajduje się świąteczny rozdział z przepisami na świąteczne kosmetyki 🙂 Bardzo polecam!

cukiernia-kosmetyczna-baner-swieta

Warsztaty i targi

Trochę się ostatnio działo! O wakacjach zrobiłam Wam już obszerny wpis, muszę więc jeszcze napisać o dwóch innych wydarzeniach.

2 5 4 6

Otóż przed wyjazdem na Cypr zajrzałam nad nasze, polskie morze! Tuż przy nim bowiem prowadziłam warsztaty podczas wyjazdu integracyjnego warszawskiej firmy. Był to bardzo intensywny, wyczerpujący czas, ale równie mocno inspirujący i wciągający! Bo ja bardzo, ale to bardzo te moje warsztaty lubię!

Tym razem musiałam się wyjątkowo dobrze zorganizować – prowadziłam aż 4 warsztaty dla łącznie około 150 osób. Moim kierowcą i asystentką została moja siostra, bez której całość nie miałaby racji bytu. Dojechałyśmy z Krakowa nad morze całkiem sprawnie i szybko. Miałyśmy nocować w hotelu Mistral w Gniewinie razem z całą grupą. Jako, ze nie leży on tuż przy morzu, odbiłyśmy z trasy, aby zobaczyć Bałtyk w Sopocie. Powiem Wam, że wrażenie wyjątkowe! Październikowy, wieczorny, trochę mroczny krajobraz z molo i Grand Hotelem wywarł na mnie ogromne wrażenie (ostatnio byłam tam bardzo dawno, w dzieciństwie). Drugiego dnia, już po 2 turach warsztatów, mega zmęczone, wybrałyśmy się już po ciemku na plażę w Dębkach. Było magicznie – księżyc w pełni, łodzie rybackie na piasku i zupełnie pusto. No, magia!

Warsztaty, jak sądzę, sprawiły grupie sporo radości. Uwielbiam obserwować zwłaszcza panów, którzy dekorują kąpielowe serniczki czekoladowymi serduszkami i kolorowymi posypkami. Ileż serca wkładają w swe dzieła! Zrobiliśmy jeszcze aromaserum olejowe, mocno energetyzujący peelingi i mini olejki aromaterapeutyczne do zadań specjalnych. I tak, po dwóch noclegach, czterech warsztatach, dwóch króciutkich wypadach nad morze i okropnie długim sprzątaniu całości, wróciłyśmy do Krakowa, ażeby wylecieć na upragnione wakacje!

7 8 9 10 11 12 13

Po powrocie z wakacji czekała mnie ogromna przyjemność! Po raz pierwszy wzięłam bowiem do ręki moją książkę – Cukiernię Kosmetyczną. Uczucie nie do opisania – trzymasz oto w dłoniach spełnione marzenie i efekt długiej i ciężkiej pracy. Mam ogromną nadzieję, że się Wam spodoba!

Książkę zobaczyłam podczas Targów Książki w Krakowie, podczas których miałam swoje własne spotkane autorskie na stanowisku mojego wydawnictwa Publicat. Było to dla mnie prawdziwe wyróżnienie i choć może nazbyt dużo książek nie podpisałam, jestem z siebie bardzo dumna 🙂

(Swoją drogą byliście na tych targach? Jakie tam były dzikie tłumy!)

1 2 4-tile 3 8-tile

Na koniec chciałabym Wam polecić coś niecoś! Otóż równolegle z moją Cukiernią nakładem wydawnictwa Publicat wyszły jeszcze dwie książki autorstwa koleżanek – blogerek! Polecam więc Waszej uwadze Kolorową Kuchnię Roślinną Magdaleny Gembackiej z bloga Am mniam oraz Polski przewodnik Paleo – Iwony Wierzbickiej i Katarzyny Karus-Wysockiej czyli Ajwen – Dietetyka Kliniczna – Iwona Wierzbicka i Cook it Lean.

102

Botaniczne motywy w opakowaniach

Uwielbiam botaniczne motywy przeniesione ręką zdolnych grafików na formy użytkowe. Uwielbiam wszystko, co łączy stare ryciny, pełne magii i historii, ze współczesnym designem. Podglądam, pełna zachwytu, a potem sama kombinuję, czego efekty czasem możecie w Lili zauważyć.

Zobaczcie więc, jakie cuda niedawno znalazłam! Jakże chętnie korzystałabym z tych wszystkich produktów, kupowała je, podarowywała! Więcej takich roślinek i zwierząt na co dzień poproszę! Albo… choć trochę!

1. Noa Relaxation

Przepiękne butelki, które skrywają napoje, oparte na naturalnych składnikach, które mają pomóc zredukować stress i zachować wewnętrzną harmonię. / źródło

201 202 203 204

2. Meridian

Całkowicie niezwykłe opakowania kosmetyków, którymi się zachwyciłam (a podesłała mi je kiedyś jedna z moich cudownych czytelniczek, dziękuję!). Niby takie ble-robaczki, ale jak to wszystko pięknie współgra, jak oryginalnie wygląda, jak wspaniale łączy się z kampanią reklamową (poniżej). Och i ach! / źródło

205 206 207 208 209 210 211 212

3. Love Me, Possess Me

Czy zwykłe papierowe torby mogą zachwycać? Ano mogą! / źródło

 

213 214 215

4. The Seventh Duchess

Ziołowe herbatki nieco inaczej. Piękniej, delikatnie, kobieco. Chce się kupować, pić i ustawiać potem na półkach. / źródło

 

216 217 218 219 220 221

5. Sweet Botanicals

Niezwykłe cukierki, które wyglądają w opakowaniach jak czekoladki. Wspaniałe! / źródło

 

222 223 224 225

6. Tealicious

Tealicious to mały sklepik herbaciany we Florencji.  Musi być piękny, skoro można w nim zakupić tak piękne herbaty! / źródło

 

226 227 228 229 230

7. Xoco

Ależ mamy tu sporo kakaowca! W samej czekoladzie 90 % kakao, an opakowaniach jeszcze więcej! Takie to proste, a takie pomysłowe i eleganckie! / źródło

231 232 233 234 235

8. Fleur

Kwiaciarnia, w której z pewnością mogłabym się zakochać! / źródło

 

236 237 238 239 240 241 242

Mały Biznes / Migawki 04 / feedback

Któryś z banków wypuścił ostatnio bardzo fajną serię reklam. W ostatniej pewna dojrzała pani chce spełnić marzenie o wyjeździe do Katmandu. Wszyscy jej to odradzają, ale ona i tak się decyduje, oszczędza i jedzie. W podsumowaniu pojawia się stwierdzenie: „wysłuchałam innych, ale posłuchałam siebie”.

Bo wiecie jak to jest – każdy wie swoje. I, co gorsza, każdy wie najlepiej. Na co dzień spotykam się z tym, że to inni chcą mi narzucić, jak powinien wyglądać mój blog, co powinnam sprzedawać, a czego nie, na czym się skupić, o czym pisać, co pokazywać, jak pokazywać, itp.

Z pewnością, w większości przypadków, tego typu informacje, które do mnie dochodzą, powodowane są bardzo dobrymi intencjami, chęcią pomocy czy doradzenia. Doceniam to. Naprawdę.

Ale… No właśnie – ale… ale gdybym naginała się do tych wszystkich dobrych rad, dawno zatraciłabym coś, co staram się w sobie tworzyć, mój własny, indywidualny styl, moją osobistą wizję tego, jak chcę być odbierana ja i to co robię. W gąszczu takich samych, powtarzalnych, nieciekawych kreacji, chciałabym, aby to co tworzę wyróżniało się, było nieco inne, trochę ciekawsze, godne zauważenia. Zależy mi na tym, aby treści, które pokazuję czy na blogu, czy w sklepie odróżniały się i zapadały w pamięć. Żeby całość była trochę zwariowana, trochę merytoryczna i praktyczna, mocno soczysta, kolorowa, kiedy indziej czysta, minimalistyczna, ale na pewno inspirująca. Dlatego bardzo chcę słuchać siebie i tego co mi radzi intuicja.

Ale…

No, ale w biznesie jest jeszcze druga strona tego indywidualnego medalu.

Nie jestem artystą, który tworzy, nie bacząc na innych, w szale swym twórczym i bezkompromisowo.

Ja mam bowiem Was, drodzy czytelnicy, mam też klientów – czy to w sklepie czy tych, dla których tworzę grafiki. Nie mogę być ślepa na feedback który od Was dostaję, pomimo tego, że może nawet wzrasta we mnie niepokojące poczucie buntu.

Co więcej, wszystkie te uwagi i opinie to tak naprawdę ogromna wartość. Po pierwsze dlatego, że mam na tyle zaangażowanych czytelników/klientów, że chcą przy mnie nieco dłużej potrwać. Po drugie, ja sama mogę nie dostrzegać tak wielu różnych szczegółów czy wręcz bardzo istotnych rzeczy, które dostrzegają inni. W swym zacietrzewieniu bowiem, umykają nam pewne kwestie i naprawdę dobrze, że ktoś chce je nam uświadomić.

Trzeba więc wysłuchać innych, wsłuchać się w siebie i wyciągnąć najlepsze wnioski. Tak, aby osiągnąć kompromis pomiędzy naszą wizją, a jasnością odbioru czy użytecznością. Aby zachować możliwą harmonię między własnym stylem i oczekiwaniami odbiorców. Jedno i drugie jest równie ważne.

Staram się więc zmieniać, dostosowywać, uczę się nowych rzeczy, ciągle poszukuję, słucham rad i poddaję się, kiedy uznam, że ktoś inny faktycznie może wiedzieć więcej czy znać się na czymś lepiej. Mam jednak czyste sumienie i poczucie, że to co robię, dokładnie mnie odzwierciedla.

A jak Wy sobie radzicie z feedbackiem, który otrzymujecie? Staracie się dopasowywać czy mocno trwacie przy wytyczonej ścieżce?

 

Nowości i ciekawostki ze świata kosmetyki naturalnej 03

Jak to dobrze wracać do tej mojej Lili! Musiałam się ostatnio trochę bardziej skupić na innych rzeczach, ale powiem Wam, że aż mi tęskno było za blogowaniem! Pomysły wróciły, sierpień taki piękny, nawet pomimo deszczów, kubek ciepłej kawy w ręce i można wrócić do pisania!

A wracam z porcją nowości i ciekawostek ze świata kosmetyki naturalnej, na które natknęłam się ostatnimi czasy.

1. Sukin

W sklepie Iwos.pl pojawiła się bardzo intrygująca seria kosmetyków australijskiej marki Sukin. Zawierają one węgiel bambusowy, który zapobiega pojawianiu się zaskórników. Ciekawi mnie bardzo Krem matujący do twarzy, który „za pomocą pudru ryżowego i oleju moringa zapewnia domknięcie i czystość porów skóry”. Brzmi dobrze, prawda? / więcej na Iwos.pl

 

70

2. AnneMarie Borlind

Marka, która już od bardzo dawna gości na naszym rynku, wypuściła serię kolorowych Beauty Shotów. Od razu przyciągają uwagę, gratuluję więc pomysłu marketingowego na formę serum. Do dyspozycji mamy 5 rodzajów shotów – Vitamin Energizer, Skin&Pore Balancer, Hudro Booster, SOS Sensitive oraz Anti-Aging Revitalizer. Który wybieracie? / więcej na Organeo.pl

 

 

71

3. White Agafia

Bardzo zainteresowała mnie nowa seria syberyjskich kosmetyków do włosów. To kontynuacja serii receptur Babuszki Agafii. Zawierają w sobie one oleje i ekstrakty roślin syberyjskich, aż 95% składników jest pochodzenia naturalnego i są certyfikowane ekologicznie. A do tego w bardzo przystępnych cenach. / więcej na Siberica.com

 

87

4. Lush Botanicals

Nowa, polska, mała marka kosmetyków naturalnych, której jestem bardzo ciekawa. Kolejna po Fridge by Yde z bardzo krótkimi terminami ważności – 10 tygodni i z przeznaczeniem do trzymania w lodówce. Kosmetyki cenowo plasują się na wyższej półce. Doceniam ciekawy pomysł na ich „ciemny” charakter. Niemniej jednak w oczy rzuca się pewien dysonans pomiędzy tym, jak kosmetyki wyglądają na zdjęciach, a jak w rzeczywistości, kiedy to etykieta wyraźnie rysuje się na ciemnym szkle. W każdym razie, trzymam kciuki i z chęcią będę obserwować dalszy rozwój marki. / więcej na Lushbotanicals.com

74

5. YOPE

YOPE mknie jak burza. A dokładnie rozwija się w szybkim tempie, co bardzo mnie cieszy, bo marka to o zacna i ciekawa. Tym razem wypuścili na rynek ekologiczne środki czystości o pięknych zapachach i jeszcze piękniejszych etykietach. Ponoć świetne (wkrótce się przekonam). / więcej na BliskoNatury.pl

75

6. Orientana

Jeden z hitów azjatyckiej pielęgnacji – śluz ślimaka, znalazł się w nowych produktach polskiej, znanej nam od dawna marki Orientana. Przyznam, że sama nie umiałabym nałożyć na skórę ślimaczej wydzieliny… Choć ma ona ponoć dla niej zbawienny wpływ. „Śluz to bogate źródło naturalnego kolagenu, elastyny, kwasu glikolowego, allantoiny, witamin i naturalnych antybiotyków. Ma silne działanie naprawcze, regenerujące, wygładzające, ujędrniające. Bardzo popularny w krajach azjatyckich w kosmetykach do pielęgnacji cery podrażnionej, w stanie zapalnym, a nawet po zabiegach chirurgii plastycznej gdyż błyskawicznie regeneruje skórę.” / więcej na Orientana.pl

78

7. It’s Skin i Mizon

A propos azjatyckiej pielęgnacji – ciężko je nazwać naturalnymi, ale pomimo tego z ogromną ciekawością śledzę rosnące zainteresowanie koreańskimi kosmetykami. Na fali bestsellerowej książki Charlotte Cho „Sekrety urody koreanek” (sama ją mam), produkty te pojawiają się w coraz większej ilości sklepów. Sama też już słyszałam o kilku dziewczynach, które zamierzają sprowadzać do nas te azjatyckie cuda. I dobrze, z chęcią wypróbuję którąś z esencji, kremy BB i CC czy tak popularne maski w płachcie i myjące olejki. Tymczasem coś niecoś, a dokładniej kosmetyki It’s Skin i Mizon znajdziecie też już w Triny.pl

86

8. Ilia

Od razu mnie zainteresowały! Organiczne rozświetlacze w sztyfcie pełne są naturalnych olejów i maseł. Wyglądają mocno kusząco, elegancko i praktycznie. „Rozświetlacz ILIA działa subtelnie, podkreśla urodę wydobywając jej najlepsze cechy, dodając wymiaru i witalności. Pozostawia cerę pełną zdrowego blasku.„/ więcej na Organicall.pl

79

9. Herbatki Infuz

Na koniec coś innego – herbatki, wokół których nie można przejść obojętnie. Puszki są po prostu piękne! Herbaty mają nam pomóc w codziennych problemach. Do wyboru mamy herbatkę Miłość, Witalność, Spokojny sen, Piękno, Trawienie, Relaks, Oczyszczenie i Wyszczuplenie. Którą by tu wybrać? 🙂 / więcej na Ekodrogeria.pl

80-tile

Mały Biznes / migawki 03 – sytuacje problematyczne

Sytuacje problematyczne zdarzały się, zdarzają i zdarzać się będą. Są nieodłączną częścią prowadzenia małego biznesu. Wynikają zazwyczaj ze wzajemnego niezrozumienia i różnych oczekiwań. Trzeba więc nauczyć się z nimi radzić. Wypracować sobie pewien schemat, który stosujemy, pomimo ogromnej różnorodności takich sytuacji. Dla mnie najważniejsze to – kultura i uprzejmość, grzeczne zakończenie współpracy, wnioski na przyszłość i zaprzestanie myślenia o problemie. Z ostatnim, jak zawsze, najgorzej…

Przykłady, najciekawsze zawsze są przykłady. Rozpoczęłam niegdyś współpracę z dobrze rokującą, ale jeszcze bardzo małą marką. Za doprawdy symboliczną kwotę zgodziłam się na artykuł sponsorski – ja naprawdę lubię polecać, coś, co wydaje mi się godne polecenia. Wkrótce potem otrzymałam paczuszkę z produktami marki (dwie, bo w pierwszej jedna buteleczka się rozbiła i wszystko umazała). Tuż po otrzymaniu przesyłki zrobiłam zajawkowe, szybkie zdjęcie i umieściłam je na Facebooku – jest to w zasadzie rodzaj przysługi dla marki, jej dodatkowa promocja. Był to piątek. Wieczorem, jakoś przed 20, siedziałam sobie ze znajomymi w ogródku jakiejś przyjemnej knajpki i cieszyłam się początkiem letniego weekendu, kiedy zadzwonił do mnie pan z tej marki ze stwierdzeniem, że zdjęcie jest brzydkie (zrobiłam sondę wśród znajomych – było naprawdę ładne), że kosmetyki umieściłam na tle kanapy, że zdarzały im się już blogerki, które np. pokazywały ich kosmetyki na tle dżinsów (!!!!) i żebym to zdjęcie usunęła. Przyznam, że wcięło mnie totalnie, a na usunięcie zdjęcia zgodziłam się jedynie z tego powodu, że stwierdziłam, że ja tej marki promować w takim razie dodatkowo nie zamierzam. Kosmetyki okazały się bardzo fajne, napisałam o nich pozytywny post, ale od tamtej pory do nich nie powróciłam i nie powrócę. Wiem też, że ten pan nie tylko dla mnie był taki nieprzyjemny, a jeden ze sklepów aż wycofał całą markę po równie problematycznej sytuacji.

Kiedyś zgodziłam się na niewielka kampanię promocyjną nowego sklepu z ręcznie robionymi ubraniami. Pasowały mi do Lili, wymyśliłam więc formę wywiadu z ich twórczynią, jako kobietą prowadzącą właśnie mały biznes oraz zaprezentowanie samych ubrań w postaci kolażu (wiecie, że lubię kolaże). Podesłałam pytania do właścicielki, otrzymałam odpowiedzi, które uznałam za ciekawe i mogące zainteresować moich czytelników, zrobiłam też kolaż z ubrań, które najbardziej mi się spodobały. Gotowy post podesłałam do akceptacji. W odpowiedzi otrzymałam niespecjalnie sympatycznego maila z informacją, że pani się spodziewała, że ja jej wypowiedzi wplotę w jakiś większy artykuł, a w kolażu zupełnie wszystko pomieszałam, umieściłam produkty z różnych kolekcji i w ogóle jest nieładny. Cóż, kwestia gustu, kolaż jeszcze mogłabym zmienić, ale forma i sposób w jaki mnie potraktowano sprawiły, że uznałam, że dalsza współpraca raczej sensu nie ma. Jestem pewna, że gdybym ją kontynuowała, na każdym kroku pojawiałyby się kolejne problemy, pani bowiem miała swoje zdanie dotyczące tego, jak całość powinna wyglądać, ale nie umiała zupełnie go przedstawić zawczasu. Podziękowałam więc grzecznie i życzyłam sukcesów (sprawdziłam – sklep już nie istnieje).

Jakiś czas temu otrzymałam krem do testów. Bardzo dobrze się zapowiadał, skład ciekawy, marka ciekawa, ale po zaledwie dwóch dniach zaczął się rozwarstwiać, a wkrótce nie nadawał się do używania. Nie mam w zwyczaju prezentowania w Lili bubli, napisałam więc do pani właścicielki, że kremu po prostu nie opiszę. I tu zaczęła się dosyć długa wymiana maili, w których doprawdy niegrzecznie sugerowano mi, że się mylę, że nie umiem przechowywać kremu, że jak to możliwe, że cała seria dobrze się sprzedała, a akurat mój krem się zepsuł. Poproszono mnie o zwrot pieniędzy, których nigdy mi nie wpłacono. Zgodziłam się też na jego odesłanie, choć za wyjątkowo nie na miejscu uważam fakt, że sama za przesyłkę musiałam zapłacić, chciałam jednak całą sytuację po prostu zakończyć. Po jakimś czasie otrzymałam kolejny niemiły mail z pytaniem gdzie jest ten krem – okazało się, że czekał na poczcie, bo pani pomyliła się w adresie. Całość pozostawiła tak ogromny niesmak, że nawet trudno mi powracać myślami do marki, a co dopiero dać jej drugą szansę.

Sami widzicie, że powyższe sytuacje to w zasadzie drobnostki. Nie dotyczą niczego bardzo ważnego, nie wiążą się z milionowymi stratami, wprowadzają jednak nieprzyjemny ferment w codzienność. Przez takie sytuacje niepotrzebnie się przejmuję i, co gorsza, marnuję swój czas. Na przykładzie każdej dodatkowo się jednak uczę. Dokładniej opisuję zasady współpracy, a co ważniejsze, wiem jak asertywnie podchodzić do problemów. Nie daję już szansy emocjom, nie stresuję się niepotrzebnie cały dzień. Jestem uprzejma (czasem może zbyt uprzejma), ale stanowcza, bo wolę sama pozostać w zgodzie ze sobą niż dać się sprowokować.

Pamiętajcie też kochani, że to co Wam wydaje się jasne, wręcz oczywiste, nie jest zawsze tak jasne dla drugiej strony. Albo jest jasne dla większości, ale w końcu pojawi się kontrahent, który nie zrozumie w równie przejrzysty sposób Waszych intencji. Problem polega na tym, że odkryjecie to dopiero wtedy, gdy pojawi się sytuacja problematyczna. Ostatnio właśnie musiałam się z czymś takim zmierzyć. Wiem już, że w umowie na organizację warsztatów muszę dodać kolejny podpunkt. Cóż, nie zawsze wszystko można przewidzieć. Ważne, aby choć trochę postarać się zrozumieć tą drugą stronę, nawet jeśli przestaje być uprzejma i wyciągnąć wnioski. Ważne, aby samemu zachować się profesjonalnie i możliwie wszystko wyjaśnić. Mamy w końcu ten luksus, że nie musimy do współpracy powracać, po co jednak pozostawiać za sobą… hmmm… przykry zapach?

Miłego dnia!

— Zobacz pozostałe wpisy z serii Mały biznes / migawki

Facebook