KategorieInspiracje

Jesteś Zimą czy Latem?

Spotkałam się z Olą – Arsenic. Blogerką, którą znam już jakiś czas i którą ogromnie cenię za fachową wiedzę i zdrowy rozsądek. Wierzcie mi, nie jest to częste połączenie zalet. Znam Olę od strony kosmetycznej, od dawna jednak wiedziałam, że jej wielką pasją jest analiza kolorystyczna. Co więcej – pasją przełożoną na codzienną pracę! Uznałam więc, że najwyższa pora zgłębić to przedziwne zagadnienie i dowiedzieć się, czy jestem wiosną, latem, jesienią czy zimą!

A czy Wy jesteście ciekawi, którą pora roku jesteście? I co to w zasadzie oznacza? I jak się taka wiedza może przydać? Bo może oj bardzo!

Zapraszam na mały wstęp do tego niezwykłego tematu!

Co to jest analiza kolorystyczna? Dlaczego jest nam potrzebna i w czym pomocna?

Analizą kolorystyczną nazywa się potocznie proces dopasowania noszonych kolorów ubrań czy makijażu do kolorów naturalnie występujących u danej osoby. Dzięki temu cały „krajobraz” jest spójny, wszystkie barwy – te naturalne jak i te zakładane – tworzą harmonijną całość i nic się nie „gryzie” lecz wzajemnie uzupełnia i podkreśla. Umiejętnie dobrane kolory sprawiają, że stajemy się piękniejsi, po prostu. Cera nie jest zszarzała, kolor włosów wydaje się pełniejszy, ładniejszy; oczy są lepiej podkreślone. To wszystko dzieje się już na poziomie doboru kolorów, nie dotykając na razie w ogóle tematu technik makijażu, odpowiedniej fryzury czy stylu dobieranych ubrań.

Jak długo zajmujesz się analizą? Skąd zainteresowanie?

Od przedszkola byłam edukowana przez mamę i ciotki w kwestii doboru kolorów do typu urody i był to bardzo naturalny proces. Wszystkie kobiety u nas w rodzinie szyły sobie ubrania, same więc siłą rzeczy zainteresowały się tematem wpływu koloru na nasz wygląd. Do dzisiaj pamiętam przykładanie różnych tkanin do twarzy przed lustrem, aby ocenić, która z ciotek wygląda w danym materiale lepiej. Albo spacery z mamą i obgadywanie mijanych ludzi: „ta pani chyba jest Latem, jak myślisz?”; „A ta bluzka na wystawie to Wiosna czy Jesień?”. Dodatkowo, jedna z ciotek jest malarką, więc od bardzo wczesnego dzieciństwa rozumiałam sens harmonijnego doboru barw, bawiłam się kontrastami i przechodziłam też – a jakże – bunt kolorystyczny nosząc sraczkowate spodnie do neonowo-zielonej bluzki. Z czasem to zainteresowanie przeniosło się na koleżanki z podwórka i szkoły, które zaczęłam analizować. A później już z górki: poznałam rolę melanin, ich rodzaje i kolory, przeczytałam sporo książek o teorii barw jak i o samej analizie, dzięki czemu utwierdziłam się w przekonaniu, że analiza kolorystyczna nie jest tylko durnym zabobonem, ale ma sens i podstawy naukowe 😉

Na czym polega taka analiza? Jak pracujesz ze swoimi klientkami?

Oferuję usługę analizy online, tj. ze zdjęć nadesłanych przez klientkę wg moich wytycznych. Zazwyczaj jest to naprawdę spora porcja zdjęć, z której jestem w stanie wyłuskać najdrobniejsze niuanse danej kolorystyki. Sam proces analizowania jest już prosty: praca z kolorami, przeróbki niektórych zdjęć w programie graficznym tak, aby zestawić obok siebie odcień fatalny dla danej osoby z tym lepszym, dobór właściwych odcieni kolorów, opisanie wszystkiego w ponad trzydziestostronicowym dokumencie i na koniec dodanie garści inspiracji makijażowych, ubraniowych i włosowych, do tego próbki barw z podziałem na jasną i ciemną bazę ubraniową, a wszystko posegregowane w oddzielnych folderach tak, aby klientka dostała do ręki pełny arsenał inspiracji, grafik i zdjęć wraz z konkretną wiedzą na temat swojej kolorystyki. Bardzo mi zależy na tym, żeby moja analiza odpowiadała na wszystkie możliwe pytania, stąd jej rozmiary i szczegółowość.

Dlaczego zgłaszają się do Ciebie? Co je motywuje do zlecenia takiej analizy?

Mogłabym Ci opowiedzieć 1001 historii kobiet, które stanęły na swoistym „zakręcie” życiowym i postanowiły zacząć wielki remont swojego świata, tym razem przeprowadzony z głową. Myślę, że wspólnym pierwiastkiem każdej z tych historii jest chęć rozpoczęcia nowego rozdziału jak należy, z nową, dobrą energią i z poczuciem, że nie zaczyna się go od zaniedbań czy zaniechań. Często też panie po prostu szukają usystematyzowanej, gotowej wiedzy bo mają dość błądzenia w świecie kolorów po omacku.

Jakie są ich reakcje na gotową analizę? Czy stosują się do Twoich rad?

Zazwyczaj pierwszą reakcją jest nawałnica pytań 😉 I ja tę część lubię najbardziej, bo mam poczucie, że rozjaśniam temat od tej strony, którą dana osoba jest najbardziej zainteresowana, czy też z której najłatwiej jest ją ugryźć. Bardzo często po analizie wymieniamy jeszcze wiele maili, nieraz dostaję zdjęcia w zasugerowanych przeze mnie kolorach ubrań i odpowiadam na wszelkie wątpliwości. O tak, panie bardzo entuzjastycznie podchodzą do wymiany szafy po analizie 😉

Czy często popełniamy błędy w doborze ubrań, makijażu, koloru włosów? Czy próbujemy na przykład na siłę zostać zimą, choć jesteśmy latem? Czy raczej intuicyjnie wybieramy najlepsze dla siebie kolory?

Bardzo często po skończonej analizie dostaję maila ze stwierdzeniami typu: „tak czułam”, „chyba od zawsze wiedziałam, że jestem tym typem”, itp. Stając przed lustrem sam na sam ze sobą, odpowiadając samej sobie uczciwie na pytanie: „czy w tym kolorze jest mi dobrze?”, nie próbując jednocześnie wtłoczyć się w jakiś trend czy „chciejstwo”, prawie zawsze widzimy siebie i swoje kolory takimi, jakie są, i potrafimy dobrać sobie właściwe kolory ubrań tak, aby wyglądać dobrze. Intuicyjnie czujemy, kiedy jakiś kolor nas przytłacza, a kiedy inny sprawia, że wyglądamy jak swoje własne 200%. To moja teoria. Praktyka pokazuje jednak, że bywa z tym różnie – cóż, najzwyczajniej dlatego, że gdy kobiecie się coś podoba, to będzie to nosić niezależnie od tego, co na to analiza kolorystyczna. I ja jestem za! Wolę uśmiechniętą, wyprostowaną i zadowoloną kobietę w kiepsko dobranych kolorach niż zniechęconą czy znudzoną, w tych właściwych, które jej się przejadły lub nie znosiła ich przez całe życie. Analiza kolorystyczna nie jest więzieniem, jest tylko pewną wiedzą, którą można wykorzystać.

Czy warto sprawić sobie taką analizę? Jaki to jest wydatek?

Zdecydowanie warto, ponieważ jest to konkretna wiedza na całe życie, która – zupełnie nie jak fizyka kwantowa – może i powinna być stosowana codziennie. Wiem, że dzięki analizie kolorystycznej u mnie wiele pań od razu po wejściu do sklepu kieruje się w stronę właściwych dla siebie kolorów, a więc nie tracą czasu ani pieniędzy na coś, czego być może nigdy nie włożą. Cena takiej usługi waha się w niewielkim zakresie w zależności od rodzaju materiału, na którym przyjdzie mi pracować. Polecam lekturę postu, w którym wyjaśniam jak przygotować zdjęcia do analizy tak aby mi ułatwić pracę: TUTAJ.
Zachęcam do kontaktu, do przysłania mi pierwszych zdjęć na maila: a.galiszkiewicz@gmail.com abym mogła ocenić, czy podołam wykonaniu analizy w danym przypadku – bo nie zawsze jest to możliwe na podstawie zdjęć.

Bardzo dziękuję Oli za poświęcony czas. I zapraszam Was serdecznie na jej blog – Arsenic.pl

Zapisz

Zapisz

Sposób na zimową chandrę – planuj wyprawy!

Jestem chora na tę zimę, tę szarugę pełną smogu, spadającego z nieba czegoś pomiędzy deszczem, śniegiem a kostkami lodu, tego zimna przeszywającego i przewiewającego przez nasze wiekowe okna. Mąż daleko, w pracy, ale jednak w ciepłych krajach. A my tu same, grzejemy się jak możemy. Bo zimę to ja lubię jedynie przed Świętami i w górach. W Krakowie jest okropna.

I kiedy tak dopada mnie zimowa chandra, kombinuję… I wiecie, co jest najnajfajniesze? Planowanie wypraw!

Zamarzyła mi się więc Italia… A dokładniej – Wenecja. Nie byłam tam jeszcze, może to więc dobry moment na jakiś wiosenny albo jesienny wypad?

I jeszcze Wam powiem, że nie wiem czy wyjazd tak naprawdę wyjdzie, ale już samo planowanie, poszukiwanie, wyobrażanie sobie doskonale poprawiają mi nastrój!

A żeby i Wam się poprawił, mam dla Was kilka poleceń!

 

Cóż może być lepszą rozrywką od sprawdzenia sobie w wolnej chwili tanich lotów? Niestety minęły te piękne czasy, kiedy można było zakupić bilet za dosłownie złotówkę. Do teraz wspominam, jak całkowicie spontanicznie zakupiłam bilety dla dwóch osób do Sztokholmu za łącznie 4 zł. I nawet nie było mi tak szkoda, jak nie pojechaliśmy… Pracę właśnie wtedy zaczynałam. Teraz mi za to szkoda 🙂

W każdym razie odkryłam, że Ryanair ruszył z lotami z Krakowa do Wenecji. I to uruchomiło całą lawinę dalszych planów i marzeń! / Ryanair

Bo jak już są loty, to od razu, tak całkowicie niezobowiązująco można sprawdzić i noclegi. Pomijam standardowy Booking.com. Ostatnio, przed naszymi październikowymi wakacjami, zakochałam się w Airbnb. Jakież cudeńka można tam znaleźć! Jakie wspaniałe mieszkanka wkomponowane w starówki czy usytuowane tuż nad morzem. W cenach całkowicie dostępnych. I jakież perełki są w Wenecji! / Airbnb

Można też od razu nieco dokładniej zwizualizować się miejscu docelowym. Siebie i to, co się na sobie ma. I wyobrazić sobie, jak to się spaceruje tymi uroczymi mostkami nad kanałami w takim właśnie cudnym zestawie z Promodu. Ładne, prawda? Biała bluzka i dżinsowa kurtka zawsze i wszędzie się sprawdzą! / Promod

 

 

Natknęłam się też niedawno na taką uroczą walizeczkę – wprost idealną na trzydniowy wypad do Wenecji, prawda? Cudna! / Parfois

No i język przydałoby się przypomnieć… Bo nie wiem czy wiecie, ale ja tam trochę włoski znam. Uczyłam się go w szkole i trenowałam intensywnie podczas stażu wakacyjnego we włoskim SPA. Wtedy nawet nieźle mi szło, ale to było tyle lat temu, że większość zdążyła mi się jakoś tak niebacznie ulotnić… I tutaj z pomocą przychodzi serwis Preply, który ostatnio mi zareklamowano i choć nie wyszła nam współpraca, uważam, że sam pomysł jest świetny. Mamy bowiem możliwość znalezienia sobie korepetytora, który popracuje z nami przez Skypa. Sami wybieramy tego kogoś, kto nam najbardziej pasuje, ma najciekawsze opinie, najlepszą cenę za godzinę albo najprzyjemniejsze zdjęcie. / Preply

Czekając na wymarzoną podróż do Włoch, koniecznie trzeba wgłębić się we włoskie smaki, które po prostu uwielbiam! I nie ma lepszego miejsca do poszukiwania ciekawych przepisów w polskim internecie od Kwestii Smaku, prawda? Wszystko proste, pyszne i tak ładnie sfotografowane! I dzień od razu robi się przyjemniejszy! / Kwestia Smaku

Na koniec chciałabym bardzo polecić Wam jeden z moich ulubionych blogów lifestylowo-podróżniczych – Travelicious. Uwielbiam podglądać zdjęcia, pomysły, opisy – wszystko! Miejsca przepiękne, nasze bliskie i te nieco dalsze. Całość do zakochania! / Travelicious

Czy Wy też lubicie sobie tak planować? Dokąd najchętniej pojechalibyście tej wiosny?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Walentynkowe drobnostki

Panowie drodzy, kochani, wspaniali, nawet jeśli nie uznajecie Walentynek, jeśli uważacie, że to zachodnie święto komercji, wierzcie mi – warto zaznaczyć je choć malutką drobnostką! Małym upominkiem dla najbliższej osoby na świecie, która, nawet jeśli się głośno nie przyznaje, czeka na każdy Wasz, nawet najdrobniejszy podarunek, każdy odruch serca, każdy dowód pamięci i miłości. I wcale nie jest tak, ze przecież okazujecie uczucie na co dzień. Jeśli jest bowiem powód do nieco bardziej szczególnej celebracji, czemu nie skorzystać? Tak, każdy powód jest dobry, a Walentynki to już w ogóle – najlepszy!

Oto kilka drobiazgów, które ucieszą nasze drogie panie!

 

1. YOPE – krem do rąk Herbata i Mięta – ostatnio ulubiony, więc bardzo polecam (wkrótce opiszę!) / BliskoNatury.pl

2. Cudny naszyjnik KONSTELACJE DZ26 Ditta Zimmermann z onyksem i cyrkonią / Pakamera

3. Złote BeMine Heart – małe wyznanie miłości / Pakamera

4. Jedna z największych rozkoszy dla podniebienia – czekoladki Karmello! Uwielbiam! / Karmello

5. Kuszące FIGI SECOND RED / Rilke

6. IOSSI Maseczka granat i wino z czerwoną glinką – prawdziwa uczta dla skóry i genialny pretekst do domowego, luksusowego SPA / IOSSI

7. Organic Shop – Pieniący się olejek pod prysznic „Róża damasceńska” – mały afrodyzjak do wspólnej kąpieli! / BliskoNatury.pl

8. Opaska Etoile | C by Cosima Borawska / Cloudmine

Kwietnik x 5

Chciałabym w tym roku zaprzyjaźnić się z roślinkami. Innymi niż kaktusy, bo z kaktusami, jak się okazało, potrafię żyć w bardzo przyjemnej zgodzie. Zwyczajnie mi nie umierają!

Pora oswoić rośliny! I dlatego tak w oczy wpadają mi ostatnimi czasy piękne kwietniki!

Oto 5 z nich, istne cuda! I to z Polski!

 

1. Kwietnik Sol / Bujnie

2. Kwietnik czarny / HEXAL design

3. Domek z zielonym dymkiem / Plantarium

4. Makrama – kwietnik / Margo Hupert

5. Kwietnik Nu / Bujnie

 

W listopadowy wieczór

Taki wieczór… wyobraźcie sobie… Dziecko u teściów, mąż na męskim wypadzie w góry… Postanowiłam nic nie planować, z nikim się nie umawiać. Skaczę tylko na fitness, żeby nie było. A potem…  Potem spędzam czas sama ze sobą! Nie sprzątam (w sobotę się posprząta), nie pracuję (tylko nie wiedzieć czemu, tuż po północy zebrało mi się na napisanie Wam tego posta :D), cieszę się spokojem. Tego mi właśnie trzeba w ten listopadowy, zimny wieczór!

home-alone1. Komplet pościeli we wzory – w łóżku najlepiej spędzać takie wieczory, prawda? / H&M Home

2. Maseczki najlepiej robić w samotności – nie będziemy nikogo straszyć! Orientana Maska z jedwabnej tkaniny pod oczy Rozmaryn / BliskoNatury.pl

3. Skin&Tonic London Coco Mask – nawilżająca maseczka kokosowa. Brzmi prosto, naturalnie i smakowicie / Organicall

4. Kocyk Fir Fir Forest – do rozkosznego otulania / Live Beautifully

5. A potem – długa kąpiel! Bath Bombs Kremowa kuleczka do kąpieli CHABER & JAŁOWIEC / BliskoNatury.pl

6. Nieco czekolady z Karmello obowiązkowe! Ananas w czekoladzie / Karmello

7. A głowę przykładamy do niebieskiej poduchy / Zara Home

8. Mleczko do ciała Arlésienne – pachnie różą, fiołkami i szafranem z Prowansji – cudowne połączenie! / L’Occitane

9. Świeca sojowa z jarzębiną i zapachem lawendy – nic lepiej nie koi zmysłów od lawendy! / Iluminaro

10. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam earl grey! Tutaj bergamotka ma do towarzystwa jeszcze lawendę! Pukka Gorgeous Earl Grey / Natural4You

Co oglądać, kiedy nie ma męża przez 3 miesiące

Zdjęcie źródło / photo

Mojego męża nie ma od czerwca. Miał wrócić z końcem sierpnia, ale utknął na morzu i wróci z końcem września. Lekko nie jest, co? Mieliśmy pojechać na wrześniowe wakacje i cóż… Pojedziemy na późno-październikowe (wcześniej z kolei ja mam warsztaty). Przynajmniej liźniemy trochę południowego słońca jesienią, co bardzo mnie cieszy. No ale doczekać się już od dawna nie mogę. I na męża i na wakacje. Żeby nie było!

Podczas takich jego długich nieobecności dopada mnie zawsze ogromna potrzeba romantyzmu. Nie mam go, że tak się wyrażę, fizycznie, poszukuję więc w książkach i filmach. W to lato na przykład, pochłonęły mnie bez reszty tanie romanse! Takie wiecie, co to w kioskach seriami sprzedają. Przeczytałam ich chyba z 10! No nie mogłam się oderwać!

Lubię też czasem, wieczorem, przed zaśnięciem, puścić sobie romantyczny film. Ale koniecznie taki, po którym robi ciepło na serduchu, lekko na duszy i zasypia się z uśmiechem. Albo taki, że wzrusza się człowiek do płaczu niemal, ale jest to takie pozytywne, dobre wzruszenie. I żeby pośmiać się można było, wsłuchać w piękną muzykę, przenieść na chwilę do innego świata. One nie mogą być skomplikowane, nie mają głębszego dna, ale właśnie to jest ich największą zaletą. Po prostu poprawiają humor! Ekspresowo!

Mam dzisiaj dla Was kilka z takich filmów. To moje ulubione, do których wracam lub które ostatnio dodały mi dobrej energii. Robiłam już kiedyś podobne zestawienie, ale koniecznie musiałam je zaktualizować!

A może Wy moglibyście polecić mi Wasze ulubione? Będę wdzięczna!

1. Kostiumowe

300

Jestem ogromną fanką romantycznych filmów kostiumowych! Uwielbiam zagłębiać się w te magiczne, dawne czasy, w dawną Anglię. Bardzo lubię wszystkie adaptacje powieści Jane Austen, najbardziej oczywiście Dumę i uprzedzenie. I choć niegdyś zdecydowanie przedkładałam mini serię BBC z Colinem Firthem nad całkiem niedawne dzieło z Keirą Knightely, tak teraz obie wersje w pełni zaakceptowałam i pokochałam. Bardzo polecam także niedoceniane Perswazje – to jedna z moich ulubionych powieści autorki. Ogromną miłością darzę od niedawna Z dala od zgiełku na motywach powieści Thomasa Hardyego, o czym Wam już kiedyś pisałam. Mogłabym oglądać w kółko! Nie mogło tu też zabraknąć pięknej Juliette Binoche i dzikiej odsłony Ralpha Finnesa w Wichrowych Wzgórzach. Piękny film, przepiękny, ale oczywiście nie jest to lekka komedia, a obraz nieco mocniejszy z cudowną muzyką, po którym kiedyś, po pierwszym jego obejrzeniu, nie mogłam spać.

2 Przyjaźń -> miłość

301

Są to dwa bardzo podobne filmy. Bardzo piękne i ciepłe. O tym, że z prawdziwej przyjaźni rodzi się czasem prawdziwa miłość. Polecam zwłaszcza Love, Rosie, jeśli jeszcze nie widzieliście. I do pośmiania i do popłakania. Jeden dzień także, ale tutaj niestety więcej płakania. Tylko wiecie – takiego ciepłego, dobrego płakania.

3. Miłość wg Sparksa

302

Nie da się ukryć, że co ciekawsze nowe filmy o miłości ostatnimi czasy to zazwyczaj dzieło Nicholasa Sparksa. Pewnie większość z Was już go zna, zwłaszcza niezapomniany Pamiętnik, ale włączcie sobie też koniecznie nieco mniej znane produkcje, jak Szczęściarz czy Wybór. Wprawdzie w jego książkach, a co za tym idzie i filmach, sporo jest podobnych motywów, ale zupełnie to nie przeszkadza. Właśnie na to czekamy!

4. Brytyjskie

303

Uwielbiam ciepłe, brytyjskie komedie! Można je oglądać wciąż i wciąż! I wciąż tak samo się śmiać. Te tutaj to już totalna klasyka, zapewne wszystkie znacie, ale przyznajcie – są po prostu genialne! I zawsze po nich tak dobrze! Sięgamy więc często po Notting Hill, Cztery wesela i pogrzeb, Był sobie chłopiec, Czas na miłość i To właśnie miłość!

5. I takie jeszcze różne

304

Last but not least! Czy jest cieplejszy film od Mamma Mia? Idealny na chłodne wieczory! Francuski pocałunek uwielbiam za piękną podróż po Francji i uśmiechniętą Meg Ryan. Holiday, obowiązkowy w okresie świątecznym, tak naprawdę oglądać można zawsze. A Zaklęci w czasie? Niesamowity film pełen magii i miłości ze wspaniałą Rachel Adams.

Znacie wszystkie te filmy? Lubicie?

Czekam na Wasze polecenia!

Facebook