Męski świat: przepis na najlepszy balsam do brody, Mr Bear i „Porąb i spal”

Mam w domu brodacza. Brodę nosi, bo mu w niej dobrze. I wygodniej podczas długich wyjazdów do pracy. Może więc przypadkowo, a może i nie – wpisał się w trendy. Mój brodacz o swoją brodę dba. Bo porządny mężczyzna z rozwichrzonym włosem nie chodzi. Nawet po lesie z siekierą.  Mój brodacz używa więc naturalnych balsamów do brody. Ma i te kupne, markowe, modne, drogie, co to w prezencie dostał i takie, które sama robię. Oba dobre, nie powiem. Ale mój lepszy, bo ma jeszcze dodatkową dawkę serca w sobie.

To słodkie było, prawda?

Wracając do sedna, brodacze o brodę swoją dbać muszą. Bo tylko zadbana broda wygląda dobrze. Nie hipstersko, nie warszawsko – dobrze po prostu. I w dbaniu o brodę nie ma nic, co brodaczom mogłoby urągać.

Mój brodacz jest byłym wojskowym, na misji w Afganistanie był, teraz pływa po morzach i oceanach. Mój brodacz też codziennie, jak tylko jest w domu, kąpie dziecko, bawi się z nim i pomaga we wszystkim. Mogłam zostawić z nim Różę bez najmniejszych obaw od jej pierwszych dni. Mój brodacz, jak tylko jest w domu, gotuje obiady. Mój rosół nigdy tak dobry nie jest jak jego. Mój brodacz nie ogląda telewizji, za to zawsze i wszędzie czyta książki. Lub ich słucha, myjąc kuchnię. Mój brodacz pija tylko niszowe piwa, sam też je tworzy. Mój brodacz ma co najmniej tyle samo pasji i pomysłów, co ja.

Mój brodacz dba o brodę, bo tylko wtedy wygląda ona dobrze.

Mam zatem dla Was dzisiaj przepis na balsam do brody i polecenie balsamu Mr Bear Family, które możecie sprezentować swoim brodaczom.

SONY DSC

Zacznę jednak od książki. Ale jakiej! Idealnej dla współczesnego brodacza. Może trochę hipsterskiej, ale co tam. Kupiłam ją, bo wyobraziłam sobie, jak ją podczytujemy w naszym przyszłym domu, przed kominkiem. I jak nad tym kominkiem leży ona sobie wieczorami spokojnie.

Porąb i spal Larsa Myttinga ma swoją premierę zdaje się dzisiaj (kupiłam w przedsprzedaży). Jej poddtytuł mówi: wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie. Nie jest to jednak tylko czysto praktyczny poradnik opalania drewnem. Doskonale wciąga także kobiety (mnie). Jest bowiem lekko napisaną gawędą, którą autor opowiada jakby znad ogniska. Przenosi nas do nieco innego świata – do pokrytej lasami Norwegii, dalekiej nam północy, gdzie drewno jest czymś więcej niż tylko paliwem. Książka rozbudza potrzebę ognia, wpatrywania się w niego, świętego, niezmąconego współczesnością spokoju. Polecam do dołożenia do balsamu do brody i sprezentowania brodaczowi. I na niedzielne popołudnie. Przy kominku, jeśli macie.

Wiele osób spędziło przed pieńkiem do rąbania chwile pełne najgłębszych przemyśleń. Łupanie to znakomite połączenie czynności powtarzalnych i zróżnicowanych, a przy tym jest to często pierwsza poważna praca na dworze po długiej zimie. Trzeba wyciągnąć siekierkę lub łuparkę, a po wsiach zaczyna się nieść wycie pilarek tarczowych należących do emerytów, którzy znów czują się potrzebni. Rozchodzi się woń świeżej żywicy lub soków – właśnie nadeszła chwila na zacytowanie tego, co Hans Borli napisał o zapachu sztapla opału: „to tak, jakby samo Życie przechodziło obok, boso, z rosą we włosach… Zapach świeżego drewna to jedna z tych rzeczy, które najpóźniej zapominamy, gdy zaciągamy zasłony”.

Lars Mytting, Porąb i spal

/Książka Wydawnictwa Smak Słowa /

SONY DSC

Powróćmy jednak do brody. Musze polecić Wam (Waszym brodaczom) balsam szwedzkiej marki Mr Bear Family. Przyznam, że mocno zauroczyło mnie opakowanie. Niby zwykła aluminiowa puszka, ale etykieta czyni z niej traperska maść rodem z dalekiej Północy. Wizerunek pana misia z wąsem jest genialny. Hasło „hurry up to furry up” też. Mój brodacz ma balsam o zapachu wilderness. Czy tak pachnie dzikie pustkowie? Nie sądzę. Jest to zapach bowiem po prostu przyjemny, choć sama nie skomponowałabym go do kosmetyku dla mężczyzny. Składa się na niego mocno orzeźwiający olejek cytrynowy w połączeniu z olejkami rozmarynowym, lawendowym, z bergamotki, drzewa różanego i sandałowego. Brzmi dobrze! Pachnie też.

Balsam jest w pełni naturalny. To połączenie masła shea, wosku, lanoliny, olejów z pestek moreli, jojoba, kokosowego, arganowego, z pestek dzikiej róży i słonecznikowego. Ma konsystencję gęstego masła, które najpierw należy rozetrzeć w dłoni, a następnie wsmarować w brodę. Mój brodacz mówi, że jest dobry. Po prostu. Nic więcej chyba nie potrzebujemy. Kropka. Cena tylko dosyć wysoka, ale wydajność bardzo duża.

/ BeardMan.pl /

SONY DSC

Jeśli jednak wolimy przyprawić balsam dla naszego brodacza szczyptą serca, polecam mój własny przepis. Nie powiem – całkiem fajny! Zapachem przenosi nas w te wspomniane powyżej północne lasy. I tylko siekierkę chciałoby się w rękę włożyć i wędrować. Zawdzięczamy to olejkowi z czarnego świerku. Jest niesamowity! Wystarczy zamknąć oczy, w wyrasta przed nami najprawdziwszy świerk. Magia! Do niego dodałam nieco cedru atlaskiego, jałowca i sosny – dla lepszego efektu. A żeby w pełni zatroszczyć się o brodę, uzupełniłam mieszankę porcją lawendy i rozmarynu. Żeby dobrze rosła i mocno się trzymała.

Bazą mojego balsamu są odżywcze, dobrze wchłanialne masła i oleje, które znane są ze swych właściwości pielęgnacyjnych. Zadbają nie tylko o samą brodę, ale także o skórę pod nią. Balsam wzmacnia włosy, zapewnia im ochronę przed czynnikami zewnętrznymi (także przed słońcem) i odpowiedni stopień nawilżenia. Wosk pszczeli pomaga układać brodę i ujarzmiać niesforne włoski. Balsam zmiękcza ją i sprawia, ze staje się silna i lśniąca. Dodatkowo zapobiega podrażnieniom skóry i wzmaga jej regenerację.

SONY DSC

Do wykonania balsamu do brody przygotujcie:

  • 40 g masła shea rafinowanego
  • 20 g oleju kokosowego (użyłam nierafinowanego, bio)
  • 20 g wosku pszczelego
  • 10 ml oleju jojoba
  • 10 ml oleju z pestek malin
  • 10 ml oleju konopnego
  • 10 ml oleju z krokosza barwierskiego
  • 5 ml oleju z pestek wiśni
  • 5 ml oleju z pestek czarnej porzeczki
  • 15 kropelek olejku z czarnego świerku
  • 10 kropelek olejku lawendowego
  • 10 kropelek olejku z cedru
  • 10 kropelek olejku rozmarynowego
  • 5 kropelek olejki z jałowca
  • 5 kropelek olejku z sosny
  • 2 ml witaminy E

(oleje, masło i wosk z BliskoNatury.pl, olejki z ZielonyKlub.pl)

SONY DSC

W kąpieli wodnej roztapiamy wosk, masło shea i olej kokosowy. Oleje przelewamy do osobnej miseczki, powinny mieć temperaturę pokojową. Kiedy masła staną się płynne ściągamy je z ognia i przelewamy do wysokiego naczynia. Powoli dolewamy do nich oleje, cały czas intensywnie mieszając całość mieszadełkiem, ubijaczką, ewentualnie widelcem. Dolewamy witaminę E oraz olejki eteryczne i mieszamy jeszcze przez kilka minut. Konsystencja powoli będzie stawać się cięższa, bardziej kremowa. Balsam przelewamy do wyparzonego wcześniej pojemniczka i odstawiamy do stwardnienia.

A potem cieszymy się piękna brodą brodacza!

SONY DSC

  • Anna

    Świetny zestaw na prezent: książka i balsam 🙂 piękne zdjęcia w książce…
    Lecę szukać balsamu dla mojego brodacza. Pozdrowienia dla męża!

  • Mój brodacz jedzie za tydzień do moich rodziców, porąbać im trochę drewna – także zarówno książka, jak i balsam z pewnością by mu się przydały 😉

    Swoją drogą, przed Świętami skorzystałam z rabatu z bloga do Blisko Natury i gratis do zakupów dostałam olejek migdałowy z cynamonem – brodacz mi go podkradł i teraz ma brodę pachnącą ciasteczkami <3<3<3

    • hehehhehehe też dostałam ten olejek i mój mąż do kąpieli zużył i tez pachniał jak ciasteczko 🙂

  • Marcin

    halo … ale na jeden balsam potrzeba aż tyle olejków i zapachów … czy ja dobrze widzę?? Chciałem sobie zrobić balsam ale ta na widok takiej ilości zapachów czują lekki dyskomfort … czy rzeczywiście tych zapachów używa się na raz??

    • To wszystko oczywiście można zmienić 🙂 Ja wymyśliłam taki skład i taki zapach dla mojego męża, ale oczywiście możesz całość zmodyfikować pod siebie 🙂 Zacznij od jednego olejku eterycznego, a potem zobaczysz sam, jak wciąga takie komponowanie 🙂

  • Aleksandra

    Jaki i skąd mogę wziąć wosk pszczeli? 🙂

  • k pe

    Cześć,

    Mam dylemat odnośnie proporcji poszczególnych składników. Ile dać wosku pszczelego, w stosunku do masla shea? Ma być koniecznie pół na pół? Co się stanie jak będzie więcej wosku pszczelego? Będzie bardziej gęsto? Ja chcę zrobić z mniejszej ilości składników, tj.:

    – masło shea 50ml
    – wosk pszczeli 25g
    – olejek jojoba 10ml
    – olejek migdałowy, zamiast kokosowego, bo to chyba podobne właściwości? 20ml
    – olejek eteryczny o jakimś zapachu np. drzewo sandałowe, kilka kropelek

    Czy te proporcje i składniki będą ok? Czy ta zamiana olejku kokosowego na migdałowy to też ok? Czy może użyć obydwu np po 10 ml każdy?

    Pozdrawiam,
    Kamil

    • Ogólna zasada jest taka, że im więcej wosku, tym twardsze. Musisz sam znaleźć takie proporcje, które najbardziej Tobie odpowiadają – taką konsystencję, którą najbardziej polubisz. Zauważ, że ogólnie proporcje w moim balsamie sa takie, że mamy 60 g maseł – twardych olei, 20 g wosku i 50 ml olejów. Pamiętaj, że olej kokosowy w temperaturze pokojowej jest twardy, nie można go więc tu dopasowywać zamiennie z migdałowym, który jest płynny. Trzymam kciuki!

      • k pe

        Dziękuję za odpowiedź. To ja bym użył tych składników, które podałem wcześniej, włącznie z olejem kokosowym, tylko prosze mi doradzić proporcje. Ja proponuję tak:

        – masło shea 40g
        – olej kokosowy 20g

        – wosk pszczeli 20g

        – olejek jojoba 25ml
        – olejek migdałowy 25ml

        – olejek eteryczny kilka kropelek

        Teraz proporcje są jak u Ciebie, Czyli 60g maseł, 50g wosku i 50ml olejów. Czy to będzie ok?

        Pozdrawiam 🙂

        • Super 🙂 Sam potem zdecyduj, czy taka konsystencja jest dla Ciebie ok. Ewentualnie dodaj więcej wosku lub mniej olei 🙂

          • k pe

            Jak go wyprodukuję to się odezwę i napiszę odnośnie konsystencji jaka wyszła…
            Aha, a ile kropel dać tych olejków eterycznych na taką ilość skłądników? Planuję użyć 2 olejki eteryczne.

          • k pe

            Cześć,
            Już mniej więcej wiem co i jak z tym balsamem i z tymi proporcjami. Balsam używam od 2 tygodni i nie jestem do końca zadowolony z niego. Chodzi o to , że w tym balsamie jest za dużow wosku, to on powoduje coś takiego, że podczas mycia brody szamponem, czuję, że wosk ciągle jest na brodzie, nie mogę go do końca zmyć, broda jest taka „tempa” i trochę sztywna, czuć po prostu , że wosk z 2-3 dni ciągle na niej jest, chociaż fizycznie nie widać go wogóle. Z balsamem „sklepowym,”, czegoś takiego nie ma.
            Jakie jest rozwiązanie na ten problem? Zmniejszyć ilość wosku? A może inny składnik zwiększyć?
            Pozdrawiam,
            Kamil

          • Hej, mój mąż nie ma takiego problemu, ale to jest oczywiście bardzo wszystko względne i zależne od indywidualnych uwarunkowań. Jak najbardziej możesz zmniejszyć ilość wosku, musisz jednak wtedy nieco zmniejszyć też ilość olejów lub zwiększyć maseł, najlepiej kakaowego. Możesz też zacząć od łagodniejszej mieszaniny samych maseł z niedużą ilością olejów. One także zastygną i mogą w Twoim przypadku bardzo dobrze się sprawić. Ewentualnie wybierz inny niż pszczeli wosk 🙂

          • k pe

            Cześć,
            Czy mogę zrobić w ten sposób, że otrzymany balsam roztopię jeszcze raz w kąpieli wodnej i „rozcieńczę” go innymi składnikami np. masłem shea, albo olejem kokosowym? Napisałaś coś o maśle kakaowym, tego nie ma w składzie, chodziło Tobie o masło shea?
            Pozdrawiam,
            Kamil

          • Hej, nie polecam ponownego stapiania balsamu, traci wtedy na jakości. Najlepiej poeksperymentować na nowo. Masło kakaowe tez można dodać, świetnie się sprawdza i mocno utwardza. Możesz wypróbować np. te przepisy i wykorzystać do brody, świetnie się sprawdzą: http://lilinatura.pl/2013/11/kawowe-babeczki-do-ciaa.html lub http://lilinatura.pl/2016/09/przepis-na-odzywcza-babeczke-do-ciala-blossom.html (tylko bez kwiatu oczywiście i dodaj ulubiony olejek eteryczny). 🙂

          • k pe

            Cześć 🙂

            Zrobiłem nowy balsam. Skład:
            – 30g masło shea
            – 10g masło kakaowe
            – 15g wosku pszczelego
            – 20ml olejku jojoba
            – 10ml olejku arganowego
            – 5ml olejku migdałowego
            – 5gml olej kokosowy
            – pare kropel olejku eterycznego

            Na początku balsam wydawał się idealny, konsystencja fajna, w ręce się topi i można na brodę nakładać. Ale po paru dniach zauważyłem, że balsam ma „grudki”. Teraz jak go używam to te grudki i tak się rozpuszczają w gorących dłoniach przed nałożeniem. Od czego to się zrobiło? W poprzednim balsamie tego nie było. Czy balsam jest zły? Może za długo go trzymałem w kąpieli wodnej, czy to wina składników? Z tego co pamiętam to długo go nie trzymałem w tej kąpieli, chociarz, przez ładnych parę minut składniki po kolei odmierzałem i dokładałem, może za długo totrwało i coś się przegotowało…?

          • Hej, nie przejmuj się tym grudkowym efektem, tak często się zdarza przy tego typu naturalnych masłach. Wynika to z różnej temperatury topnienia tłuszczy, musiały nie połączyć się idealnie. Nie umniejsza to balsamowi, jedynie używanie nie jest aż tak super komfortowe 🙂

Facebook