Kosmetyczne Podróże: Ameryka Południowa – babassu, yerba mate i drzewo różane

Zabieram Was dzisiaj w podróż. Oj, daleką! Na drugi koniec świata, do Ameryki Południowej. Mam nadzieję, że Wam się tam spodoba, bo poznacie niezwykle szybki sposób na przemieszczanie się na ten odległy kontynent! A wystarczą: olej babassu, yerba mate i olejek z drzewa różanego!
Ciekawa jestem czy wszystkie te cuda już znacie? Jeśli nie, to gorąco polecam zaprzyjaźnienie się z nimi i to już na dobre. Taki chociażby olej babassu sama poznałam całkiem niedawno. Podesłała mi go szefowa z Blisko Natury. Olej ma ciekawą konsystencję prawie masła. Oznacza to, że w temperaturze domowej ma lekko stałą formę, jest bardzo miękki. Podczas upałów zamieni się w płyn, a w lodówce znowuż przeobraził się w twardą kostkę.
Palmy babassu porastają rozległe tereny Ameryki Południowej. Znana jest z nich chociażby Brazylia, gdzie dzielne kobiety zbierają twarde orzechy, a następnie młoteczkiem przedostają się do ich wnętrza. Olej jest niezwykle odżywczy, łagodny dla skóry, szybko się wchłania i mocno zmiękcza. Idealny dla osób, które lubią mieć prosty naturalny nawilżacz, od razu gotowy do użycia i bezzapachowy. Dodatkowo, jest emolientem, w kremach stabilizuje emulsję, więc doskonale połączy nam się dzisiaj z yerba mate!
Yerba mate od dłuższego czasu namiętnie pija mój mąż. Przyznam się od razu, że sama nie mogę przekonać się do jej charakterystycznego gorzkawego smaku. Nie zmienia to jednak faktu, że doceniam niezwykłe właściwości napoju, który pełen jest witamin, mikro i makroelementów. Ma silne właściwości przeciwutleniające, przeciwgrzybiczne i przeciwzapalne. Chroni serce, przeciwdziała nowotworom, obniża poziom złego
cholesterolu, pomaga w walce z nadwagą i zauważalnie
wspomaga trawienie. Co ważne, yerba mate stymuluje umysł, wzmaga koncentrację, poprawia pamięć, przywraca równowagę w stanach zmęczenia psychicznego i fizycznego. Działa tak m.in. zawarta w niej kofeina, nazywana tutaj mateiną.

Tą szczególną herbatkę zaparza się w specjalnych tykwach, przy użyciu bombilli – rurki z dziurkami do picia napoju. Z pewnością dostaniecie ją w większości herbaciarni czy na stoiskach z herbatami i zdrową żywnością. Yerba mate możecie oczywiście nie tylko pić, ale stosować również jako tonik do przemywania cery lub dodawać ja do kąpieli.

Trzecim elementem dzisiejszej podróży zagranicznej jest olejek z drzewa różanego. Jestem pewna, że wiele z was mylnie wierzy, że jest pozyskiwany z gałązek znanych krzewów z różami. Ano właśnie nie! Drzewo różane – rosewood lub Aniba rosaeodora – porasta lasy deszczowe Amazonii. Zapachem rzeczywiście delikatnie przypomina olejek różany i stąd też jego nazwa. W aromaterapii stosuje się go do ukojenia zmysłów i odprężenia. Przywraca równowagę psychiczną. Ma właściwości pobudzające regenerację tkanek, co korzystnie wpływa na stan cery zwłaszcza dojrzałej.
Co zrobimy z tak wspaniałych składników? Szybki i bardzo prosty balsam z babassu, yerba mate i drzewem różanym. O wspaniałym męskim drzewno-herbacianym zapachu, który długo utrzymuje się na skórze. Do jego wykonania przygotujcie:
  • łyżkę oleju babassu w temperaturze pokojowej
  • łyżeczkę naparu yerba mate również o temperaturze pokojowej
  • 4-6 kropelek olejku z drzewa różanego
Najlepsze jest to, że balsam ten możecie zrobić w kilka sekund, za każdym razem kiedy na przykład pijecie yerbę. Wystarczy w miseczce zmieszać wszystkie składniki i po prostu utrzeć je na jednolita masę. Nie trzeba nic roztapiać czy czekać, aż stwardnieje. Balsam gotowy jest od ręki! I jest też do natychmiastowego zużycia. Taka ilość powinna starczyć na całe ciało. Pozostanie ono nawilżone, odżywione, miękkie i pachnące!!

Na koniec Kochani chciałabym podzielić się z Wami pewnym nowym faktem. Otóż małżonek mój osobisty postanowił w końcu pokazać szerszemu gronu swoje rozliczne talenty i założył swojego bloga. Dopiero raczkuje, dopiero będziemy nad nim pracować, ale już teraz zapraszam na pierwszy post. Ponownie ruszamy w podróż – tym razem do Afganistanu!!
  • Piję yerba mate raz na jakiś czas 😉 jako że Ameryka Łacińska mnie fascynuje zawsze podobały mi się tykwy z których się ją pija i bombille. Klimatyczna sprawa 😉 a olejek muszę wypróbować

    • Tak, trzeba przyznać, że to oprzyrządowanie wygląda niesamowicie 🙂

  • Przepiękne zdjęcia, Lili 🙂 O Ameryce Południowej marzę od dawna i jestem pewna, że za jakiś czas się do niej wybiorę. Yerba też chodzi mi po głowie od dłuższego czasu i na jesień postanowiłam kupić sobie cały zestaw. Myślę, że będzie podobnie jak z zieloną herbatą – na początku nie smakuje, a potem nie możesz się bez niej obyć 😉 Jej, wspaniały ten Twój blog. Po prostu taki mój 🙂

    http://mamysposob.blogspot.com

    • Dzięki 🙂 To ja wpadam pooglądać do Ciebie:) I zapraszam często!

  • Mnie też jest trudno przekonać do yerba mate. Co innego olejek z drzewa różanego. Znam od dawna i bardzo go cenię. Jest taki kobiecy ….

    • heheh bo mi się właśnie taki męski wydaje :):):)

  • Bardzo lubię yerba mate 🙂
    Dawno nie piłam w sumie 🙂
    Muszę powąchać ten olejek z drzewa różanego..
    Miłego wieczoru!

  • Yerba mate ma dość specyficzny posmak. Nie każdemu będzie odpowiadał. Olejek z drzewa różanego bardzo mi się podoba z samej nazwy. Bardzo mnie zainteresował!

  • O oleju babassu nie słyszałam. Brzmi bardzo ciekawie. A na zdjęciach wyglada baaaaardzo zachęcająco! 🙂

Facebook