Absolut różany

W Lili nadal kwiatowo! Dzisiaj rządzić będzie prawdziwa kwiatowa królowa – róża. A dokładniej, uzyskiwany z jej płatków absolut. Substancja niemal magiczna, niezwykle cenna, bardzo wyjątkowa. Z pewnością warto się z nią zapoznać. No i jak pachnie!

Czym jest absolut? To olejek otrzymywany z roślin metodą wyciągów tłuszczowych albo ekstrakcji rozpuszczalnikowej. Zazwyczaj stosowana do otrzymywania olejków eterycznych destylacja parą wodną jest metodą zbyt silną dla tak delikatnych płatków kwiatów. Najpopularniejsze w aromaterapii absoluty to różany, jaśminowy i neroli. One to mają najwięcej właściwości terapeutycznych. Inne, także o pięknych zapachach, jak absolut z gardenii, hiacyntu czy mimozy, wykorzystywane są do tworzenia perfum.

Co ważne, absoluty są znacznie bardziej skoncentrowane niż inne olejki, przez co są znacznie silniejsze i stosuje się je w mniejszych stężeniach. Ich charakterystyczną cechą jest intensywne zabarwienie oraz konsystencja taka bardziej… galaretowana. Oleje różany potrafi na przykład zastygać w temperaturze pokojowej, ale pod wpływem ciepła dłoni powraca do płynnej formy.

Olejek różany nazywany jest także atarem lub otto różanym. Uważa się, że to właśnie róża była kwiatem, z której wydestylowano olejek po raz pierwszy. Miało to ponoć miejsce około dziesiątego wieku w Persji. Tradycja przypisuje to dzieło arabskiemu lekarzowi Awicennie, który znany był z różnego typu alchemicznych eksperymentów. Właśnie podczas jednego z nich, zapewne całkiem przypadkowo, powstało nasze różane cudo.

Różany absolut, jak zapewne wiecie, należy do najdroższych olejków świata. Potrzeba kilku ton płatków kwiatów, aby powstał kilogram olejku. Te najbardziej znane i cenione pochodzą upraw bułgarskich oraz tych otaczających francuskie Grasse. Nieco mniej cenne, już nie tak czyste, ale także wspaniałe są olejki z Afryki Północnej, które poznał zapewne każdy odwiedzający choćby Maroko. Absoluty produkuje się z trzech gatunków róży – róży stulistnej, damasceńskiej i francuskiej. Sami musicie ocenić, która pachnie najpiękniej.

Jak już wspominałam, absolut różany jest wysoce skoncentrowanym olejkiem o brązowoczerwonym zabarwieniu. Mówi się, że różą rządzi bogini Wenus, nie bez powodu, bowiem…

  • Olejek różany stosowany jest w zakłóceniach w funkcjonowaniu naszego układu rozrodczego. Reguluje cykl miesięczny i zmniejsza krwawienie.
  • Najczęściej jednak poleca się go ze względu na jego wpływ na nasze zmysły. Koi je, stanowi łagodny środek antydepresyjny, pomaga się zrelaksować, przywraca spokój w momentach silnego wzburzenia i w trakcie intensywnych wstrząsów emocjonalnych.
  • Wzmacnia i dodaje pewności kobietom niepewnym swojego ciała i seksualizmu. Jest także afrodyzjakiem, polecanym na kobiecą oziębłość i męską impotencję.
  • Polecany jest do pielęgnacji każdego typu skóry, zwłaszcza suchej, wrażliwej i dojrzałej. Ma działanie tonizujące i ściągające włosowate naczynka tuż pod skórą. Jest delikatnym antyseptykiem, reguluje funkcjonowanie skóry.
  • A przy tym nadaje kosmetykom wyjątkowy różany zapach!

Olejek można dostać na naszym rynku, najprościej przez internet. Musimy się przygotować na wysoką jego cenę. Ze względu jednak na jego skoncentrowanie, potrzeba nam go tak naprawdę bardzo niewiele. Polecam więc:

  • Dodać kropelkę absolutu do codziennego kremu, zmieszać go z nim .
  • Dodać kropelkę do maseczki stosowanej 2 razy w tygodniu.
  • Stworzyć olejek perfumowany – do łyżeczki oleju bazowego, np. ze słodkich migdałów czy jojoba dolewamy 3 kropelki absolutu. Olejkiem smarujemy się w ulubionych miejscach i pachniemy! Zwłaszcza przed randką!
  • Tak przygotowanym olejkiem możemy także zmywać wieczorny makijaż, delikatnie masując zwilżoną skórę lub…
  • lub wykonać nim mocno relaksujący, aromaterapeutyczny masaż!
  • Rozcieńczony w oleju bazowym olejek dodajemy także do wieczornej kąpieli. Ewentualnie zamieniamy go na płatki świeżych róż!

No i, kochane moje, pachniemy! Pachniemy różami!

Kwiaty x 3

Pozostajemy w temacie kwiatów! Bo tak mi za wiosną tęskno… A kwiaty doskonale ją zaklinają. I uśmiechu dodają. I radości w sercu. Z kwiatami więc spotkamy się wkrótce ponownie. Przypominam też, że niedawno mieliśmy post o mowie kwiatów. Tymczasem spójrzcie na 3 kwiatowe zauroczenia!

1. buźki

Czy można się nie zakochać w tych kwiatowych buźkach? Są totalnie urocze! Tamborek widzę w pokoju małej dziewczynki, wprost idealnie pasuje! A przypinki na kurteczce dżinsowej tejże! Przesłodkie! / Thread Folk

2. mydełka

Jakoś tak łatwiej sięga mi się po mydełka ładnie zapakowane, zwłaszcza kwiatowo! Opakowania Hagi od początku mnie zauroczyły, mydełka są tu w czołówce! Skład i jakość idą w parze, polecam więc chętnie. Różane mydła Saponificio Artigianale Fiorentino nie są już składowo tak atrakcyjne, ale przyznajcie, że można zakochać się w samym opakowaniu i kształcie mydełka! Te tłoczenia sprawiają, że doprawdy chętnie dostałabym je w prezencie! / Hagi / Eco&Well

3. tapety

Zakochałam się w tych tapetach gdy tylko je zobaczyłam. I oczywiście od razu umieściłam na swoim pulpicie. Wybór nie był łatwy. Zdecydowałam się na tę drugą (jest ich więcej!). Od tej pory co rano wita mnie wiosna! / do ściągnięcia -> Design Love Fest

Przepis na owsiano-tymiankowy krem myjący

Zakochałam się w tym pomyśle! I doprawdy uwielbiam ten kremik. Możecie nazywać go też pastą, nie jest bowiem kremem standardowym, ale niewątpliwie ma jego konsystencję. Czym więc jest krem myjący?

Jest niezwykle przydatnym kosmetykiem do codziennej, poranno-wieczornej pielęgnacji skóry, zwłaszcza delikatnej, ale też podrażnionej, tłustej i problematycznej. Jest to połączenie cudownego oleju owsianego z niezwykle delikatną białą glinką i mączką owsianą. Biała glinka i mączka są polecane do łagodnego, ale skutecznego oczyszczania cery. Świetnie absorbują sebum i zanieczyszczenia. Ostatnio często spotykam się w internecie ze sposobem na oczyszczanie twarzy samą glinką, rozrobioną z wodą lub hydrolatem. Przyznam, że próbowałam, nie było źle, ale znacznie lepiej całość się spisywała, kiedy dodałam nieco czegoś tłustszego.

Chciałam też bardzo wypróbować mączkę owsianą koloidalną, o której słyszałam same dobre rzeczy.  Zacytuję: „posiada właściwości kojące, regeneracyjne, ochronne. Łagodzi objawy uczulenia i alergii zmniejszając swędzenie i zaczerwienienie, głównie za sprawą awenantramid, związków, które mają silne właściwości antyalergiczne, antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Ma naturalne działanie oczyszczające, normalizuje wytwarzanie sebum, pochłania nadmiar tłuszczu i bród ze skóry. Przywraca naturalną równowagę pH skóry. Zmniejsza utratę wody przez skórę, również zastosowana preparatach suchych. Promuje wytwarzanie kolagenu w skórze i poprawia skuteczność ochrony przed wolnymi rodnikami. W efekcie skóra jest zdrowsza i młodsza a zmarszczki ulegają wygładzeniu.”

Połączyłam więc najłagodniejszą z glinek z koloidalnym owsem, a o konsystencję kremu zadbał olej owsiany. Był to mój pierwszy raz z tym olejem i wiem już, że mogę go Wam bardzo polecić. Olej świetnie pielęgnuję skórę, bardzo mocno ją koi, ma ponoć wysoką biozgodność ze skórą. Posiada właściwości nawilżające, przeciwzapalne i przeciwalergiczne. A do tego, jak to olej, pozwoli nam usunąć z twarzy wszystko to, co tłuste i zbędne.

Całość wspomogłam jeszcze cudownym aromatem olejku tymiankowego. Bardzo go ostatnio lubię, czasami aplikuje kropelkę na ubranie sobie i Róży, aby odetkać zatkany nos i ułatwić oddychanie. Ma piękny zapach, już ziołowy, a jeszcze taki jakiś… słodki. Nasz krem myjący wspomoże swoimi właściwościami antyseptycznymi i antyoksydacyjnymi. Polecany jest do pielęgnacji cery problematycznej i trądzikowej. No, samo dobro!

Owsiano-tymiankowy krem myjący

Składniki:

  • 25 g mączki owsianej koloidalnej (ZielonyKlub.pl)
  • 20 g białej glinki
  • 30 ml oleju owsianego (mój z BliskoNatury.pl, wkrótce się tam pojawi)
  • 3 kropelki olejku tymiankowego

Mączkę, glinkę i olej łączymy w miseczce i ucieramy do uzyskania jednolitej konsystencji. W między czasie dolewamy olejek tymiankowy. Dokładnie wymieszany krem przelewamy do wyparzonego słoiczka.

Jak używać takiego kremu? Codziennie, rano i wieczorem, bierzemy nieco kremu na dłoń, lekko rozrabiamy z wodą do uzyskania konsystencji emulsji i myjemy nią twarz delikatnie masując. Warto pozostawić go na skórze przez chwilę, aby wchłonęła naturalne dobro, a następnie zmywamy całość wodą. Tutaj warto też sięgnąć po łagodny żel myjący, np. rumiankowy Sylveco i nim dokończyć oczyszczanie. Dopiero tak dokładnie oczyszczoną i już przyjemnie nawilżoną buzię przemywamy tonikiem i nakładamy na nią krem.

Mowa kwiatów

Fascynuje mnie symbolika kwiatów. To niesamowite, jak wielkie miała ona niegdyś znaczenie. Kiedy nie mówiło się wprost, kiedy uczucia stanowiły niezwykle dyskretną część życia. Tak drobny podarunek, jeden ledwie kwiat, mógł wyrazić gorącą pasję i całkowitą niechęć, nieposkromioną zazdrość lub pragnienie przyjaźni.

Szkoda, że teraz kwiaty już tak do nas nie mówią. Szkoda, że tak rzadko się je daje i dostaje (mężu drogi…). Szkoda, że nie niosą ze sobą ukrytej wiadomości…

A może niosą? Może zwracacie uwagę na to, jakie dostajecie kwiaty i od kogo? Czy w tych czasach znaczenie ma jedynie gest i doskonałe połączenie kolorów?

Przygotowałam Wam małą ściągawkę. Żebyście wiedzieli co dajecie i co dostajecie, akurat, kiedy zbliża się wiosna i niedługo kwiaty będą nas w końcu otaczać!

Może warto powrócić do tak niesamowitych zwyczajów?

Zapisz

Jesteś Zimą czy Latem?

Spotkałam się z Olą – Arsenic. Blogerką, którą znam już jakiś czas i którą ogromnie cenię za fachową wiedzę i zdrowy rozsądek. Wierzcie mi, nie jest to częste połączenie zalet. Znam Olę od strony kosmetycznej, od dawna jednak wiedziałam, że jej wielką pasją jest analiza kolorystyczna. Co więcej – pasją przełożoną na codzienną pracę! Uznałam więc, że najwyższa pora zgłębić to przedziwne zagadnienie i dowiedzieć się, czy jestem wiosną, latem, jesienią czy zimą!

A czy Wy jesteście ciekawi, którą pora roku jesteście? I co to w zasadzie oznacza? I jak się taka wiedza może przydać? Bo może oj bardzo!

Zapraszam na mały wstęp do tego niezwykłego tematu!

Co to jest analiza kolorystyczna? Dlaczego jest nam potrzebna i w czym pomocna?

Analizą kolorystyczną nazywa się potocznie proces dopasowania noszonych kolorów ubrań czy makijażu do kolorów naturalnie występujących u danej osoby. Dzięki temu cały „krajobraz” jest spójny, wszystkie barwy – te naturalne jak i te zakładane – tworzą harmonijną całość i nic się nie „gryzie” lecz wzajemnie uzupełnia i podkreśla. Umiejętnie dobrane kolory sprawiają, że stajemy się piękniejsi, po prostu. Cera nie jest zszarzała, kolor włosów wydaje się pełniejszy, ładniejszy; oczy są lepiej podkreślone. To wszystko dzieje się już na poziomie doboru kolorów, nie dotykając na razie w ogóle tematu technik makijażu, odpowiedniej fryzury czy stylu dobieranych ubrań.

Jak długo zajmujesz się analizą? Skąd zainteresowanie?

Od przedszkola byłam edukowana przez mamę i ciotki w kwestii doboru kolorów do typu urody i był to bardzo naturalny proces. Wszystkie kobiety u nas w rodzinie szyły sobie ubrania, same więc siłą rzeczy zainteresowały się tematem wpływu koloru na nasz wygląd. Do dzisiaj pamiętam przykładanie różnych tkanin do twarzy przed lustrem, aby ocenić, która z ciotek wygląda w danym materiale lepiej. Albo spacery z mamą i obgadywanie mijanych ludzi: „ta pani chyba jest Latem, jak myślisz?”; „A ta bluzka na wystawie to Wiosna czy Jesień?”. Dodatkowo, jedna z ciotek jest malarką, więc od bardzo wczesnego dzieciństwa rozumiałam sens harmonijnego doboru barw, bawiłam się kontrastami i przechodziłam też – a jakże – bunt kolorystyczny nosząc sraczkowate spodnie do neonowo-zielonej bluzki. Z czasem to zainteresowanie przeniosło się na koleżanki z podwórka i szkoły, które zaczęłam analizować. A później już z górki: poznałam rolę melanin, ich rodzaje i kolory, przeczytałam sporo książek o teorii barw jak i o samej analizie, dzięki czemu utwierdziłam się w przekonaniu, że analiza kolorystyczna nie jest tylko durnym zabobonem, ale ma sens i podstawy naukowe 😉

Na czym polega taka analiza? Jak pracujesz ze swoimi klientkami?

Oferuję usługę analizy online, tj. ze zdjęć nadesłanych przez klientkę wg moich wytycznych. Zazwyczaj jest to naprawdę spora porcja zdjęć, z której jestem w stanie wyłuskać najdrobniejsze niuanse danej kolorystyki. Sam proces analizowania jest już prosty: praca z kolorami, przeróbki niektórych zdjęć w programie graficznym tak, aby zestawić obok siebie odcień fatalny dla danej osoby z tym lepszym, dobór właściwych odcieni kolorów, opisanie wszystkiego w ponad trzydziestostronicowym dokumencie i na koniec dodanie garści inspiracji makijażowych, ubraniowych i włosowych, do tego próbki barw z podziałem na jasną i ciemną bazę ubraniową, a wszystko posegregowane w oddzielnych folderach tak, aby klientka dostała do ręki pełny arsenał inspiracji, grafik i zdjęć wraz z konkretną wiedzą na temat swojej kolorystyki. Bardzo mi zależy na tym, żeby moja analiza odpowiadała na wszystkie możliwe pytania, stąd jej rozmiary i szczegółowość.

Dlaczego zgłaszają się do Ciebie? Co je motywuje do zlecenia takiej analizy?

Mogłabym Ci opowiedzieć 1001 historii kobiet, które stanęły na swoistym „zakręcie” życiowym i postanowiły zacząć wielki remont swojego świata, tym razem przeprowadzony z głową. Myślę, że wspólnym pierwiastkiem każdej z tych historii jest chęć rozpoczęcia nowego rozdziału jak należy, z nową, dobrą energią i z poczuciem, że nie zaczyna się go od zaniedbań czy zaniechań. Często też panie po prostu szukają usystematyzowanej, gotowej wiedzy bo mają dość błądzenia w świecie kolorów po omacku.

Jakie są ich reakcje na gotową analizę? Czy stosują się do Twoich rad?

Zazwyczaj pierwszą reakcją jest nawałnica pytań 😉 I ja tę część lubię najbardziej, bo mam poczucie, że rozjaśniam temat od tej strony, którą dana osoba jest najbardziej zainteresowana, czy też z której najłatwiej jest ją ugryźć. Bardzo często po analizie wymieniamy jeszcze wiele maili, nieraz dostaję zdjęcia w zasugerowanych przeze mnie kolorach ubrań i odpowiadam na wszelkie wątpliwości. O tak, panie bardzo entuzjastycznie podchodzą do wymiany szafy po analizie 😉

Czy często popełniamy błędy w doborze ubrań, makijażu, koloru włosów? Czy próbujemy na przykład na siłę zostać zimą, choć jesteśmy latem? Czy raczej intuicyjnie wybieramy najlepsze dla siebie kolory?

Bardzo często po skończonej analizie dostaję maila ze stwierdzeniami typu: „tak czułam”, „chyba od zawsze wiedziałam, że jestem tym typem”, itp. Stając przed lustrem sam na sam ze sobą, odpowiadając samej sobie uczciwie na pytanie: „czy w tym kolorze jest mi dobrze?”, nie próbując jednocześnie wtłoczyć się w jakiś trend czy „chciejstwo”, prawie zawsze widzimy siebie i swoje kolory takimi, jakie są, i potrafimy dobrać sobie właściwe kolory ubrań tak, aby wyglądać dobrze. Intuicyjnie czujemy, kiedy jakiś kolor nas przytłacza, a kiedy inny sprawia, że wyglądamy jak swoje własne 200%. To moja teoria. Praktyka pokazuje jednak, że bywa z tym różnie – cóż, najzwyczajniej dlatego, że gdy kobiecie się coś podoba, to będzie to nosić niezależnie od tego, co na to analiza kolorystyczna. I ja jestem za! Wolę uśmiechniętą, wyprostowaną i zadowoloną kobietę w kiepsko dobranych kolorach niż zniechęconą czy znudzoną, w tych właściwych, które jej się przejadły lub nie znosiła ich przez całe życie. Analiza kolorystyczna nie jest więzieniem, jest tylko pewną wiedzą, którą można wykorzystać.

Czy warto sprawić sobie taką analizę? Jaki to jest wydatek?

Zdecydowanie warto, ponieważ jest to konkretna wiedza na całe życie, która – zupełnie nie jak fizyka kwantowa – może i powinna być stosowana codziennie. Wiem, że dzięki analizie kolorystycznej u mnie wiele pań od razu po wejściu do sklepu kieruje się w stronę właściwych dla siebie kolorów, a więc nie tracą czasu ani pieniędzy na coś, czego być może nigdy nie włożą. Cena takiej usługi waha się w niewielkim zakresie w zależności od rodzaju materiału, na którym przyjdzie mi pracować. Polecam lekturę postu, w którym wyjaśniam jak przygotować zdjęcia do analizy tak aby mi ułatwić pracę: TUTAJ.
Zachęcam do kontaktu, do przysłania mi pierwszych zdjęć na maila: a.galiszkiewicz@gmail.com abym mogła ocenić, czy podołam wykonaniu analizy w danym przypadku – bo nie zawsze jest to możliwe na podstawie zdjęć.

Bardzo dziękuję Oli za poświęcony czas. I zapraszam Was serdecznie na jej blog – Arsenic.pl

Zapisz

Zapisz

Mój mały misz-masz

Lubię posty misz-maszowe. Są tak zakręcone jak ja. Zwłaszcza teraz!

Zaczniemy więc od piosenki, która nie chce mi z głowy wyjść. Pojawiła się wraz z reklamą perfum, utrwaliła jakoś przez przypadek w galerii handlowej i teraz towarzyszy mi codziennie 🙂

Też lubicie, prawda?

Pisałam Wam, ze miałam ostatnio sesję wizerunkową. Mam już jej efekty – w pierwszym, moim ulubionym zdjęciu i poniżej – do różnych, bardziej formalnych wykorzystań. Ogromne podziękowania należą się Kasi Szumiec (TUTAJ) za zdjęcia i Ewie – Makijaże Ewy za makijaż oczywiście. Profilowe na FB więc zmienione, a ja w końcu mam co wysyłać przy wywiadach wszelakich!

 

Zagościło u mnie wczoraj pierwsze subskrybcyjne pudełeczko – Naturbox.pl. Chyba w końcu zaczynam rozumieć ich fenomen. Poza świetnymi kosmetykami w dobrej cenie, mamy dodatkowo ten szczególny efekt niespodzianki. Jak w jajku-niespodziance. Naprawdę fajne uczucie!

W moim pudełeczku znalazły się kosmetyki, które bardzo mnie ucieszyły – pianka Kivvi, krem pod oczy Make Me BIO, regenerujący krem Weledy i peeling Vianek. Czy warto? Oj, warto! / Naturbox.pl

Pora na małą blogową zajawkę!

Spędziłam ostatnio przemiłe popołudnie z Olą – Arsenic. Znacie już jej blog? Mam nadzieję, że tak. Ola ma ogromną wiedzę kosmetyczną, ale nam przybliży niezwykle ciekawy temat, jakim jest analiza kolorystyczna. Dobrze jest wiedzieć, czy jest się kolorystycznym latem, jesienią, zimą czy wiosną, prawda? Co to, po co i dla kogo już wkrótce w Lili!

Odkryłam najładniejszy kolor lakieru pod słońcem!

Ogromnie ostatnimi czasy podobają mi się takie ciepłe, lekkie brązy, kawy z mlekiem, odrobinę wpadające w róż, beż czy fiolet. Ten od Lily Lolo o nazwie 9 to 5 jest idealny. Na stronie określają tę barwę jako naturalny stonowany chłodny beż. No ok, może być chłodny beż, choć dla mnie jest raczej ciepły. „Lekki, delikatny dla płytki paznokciowej lakier Lily Lolo z formułą 8-free nie zawierają toluenu, DBP, formaldehydu, żywic fenolowo-formaldehydowych, kamfory, parabenów, ftalanów, ksylenów oraz ethyl tosylamide resin.” Wkrótce o kosmetykach Lily Lolo poczytacie u mnie więcej, tym lakierem musiałam jednak już teraz się podzielić 🙂 / Costasy

Pamiętacie wpis o walentynkowych drobnostkach? Wzięłyśmy go sobie z moją Różą do serca i zakupiłyśmy w naszym ulubionym Karmello jedną z tych niesamowitych bombonierek. Mój maż ma jakoś na dniach w końcu powrócić (już ponad 2 miesiące go nie ma), to sobie zje! A raczej rzucimy się na nie we trójkę, bo Róża już przebiera nóżkami.

No a poza tym, te czekoladki tak ładnie wyglądają na zdjęciach…

I mają śliczną etykietę w wersji walentynkowej!

Odkąd przebiłam sobie uszy, w każdym sklepie, w którym się pojawię, oglądam kolczyki. I doprawdy nie mogę się doczekać, aż minie mi ten okres gojenia i w końcu któreś założę! Niedawno wpadły mi w oko takie całkowicie zwariowane z Mango. No… nie mogłam przejść obojętnie, zważywszy na fakt, że kosztowały całe 14,90 zł. I już chcę lato i biały t-shirt’cik i te kolczyki i wiatr we włosach!

Na wszelki wypadek, jeśli przegapiliście ostatni konkurs, spieszę donieść, że ruszył nowy! Pozostało mi bowiem trochę pięknych rzeczy z Lili in the Garden i chciałabym się nimi z Wami podzielić. Zaglądajcie więc na fanpage Lili Natura, będą się tam pojawiać od czasu do czasu takie drobne konkursy!

I jeszcze małe pytanie – dorwałam takie oto cudne pudełeczka i może macie pomysł, co w nich zrobić? Mi już coś tam kiełkuje w głowie, ale jeszcze nie mam niczego sprecyzowanego. 🙂

Uwielbiam małe śliczne pudełeczka!

Pozostając jeszcze na koniec w temacie walentynkowym… włączcie sobie koniecznie jedną z najpiękniejszych piosenek o miłości – All of Me! Do popłakania! Ze wzruszenia 🙂

To tak, na dobry dzień!

Facebook