Przepis na niebiańskie lody mydlane

lody niebiańskie 1 800

Może natchnęły mnie Światowe Dni Młodzieży? A może zapragnęłam na chwilę polecieć wysoko, ku chmurom… Grunt, że powstały moje niebiańskie lody mydlane! Z gołąbkami w niesamowitym błękicie. O równie niebiańskim zapachu mango! Bo niebo pachnie mango, prawda?

W każdym razie, zróbcie koniecznie! Dzieci będą zachwycone! I nie tylko one!

lody niebiańskie 3 800

Niebiańskie lody mydlane

Składniki

  • 100 g białej bazy mydlanej
  • 150 g transparentnej bazy mydlanej
  • 2-3 kropelki niebieskiego barwnika do mydeł
  • 5 ml olejku zapachowego mango
  • foremki i patyczki do lodów
  • wycinaczka do ciastek w kształcie gołębia

Zaczynamy od przygotowania 4 gołąbków. Przygotowujemy płaską formę, na której będziemy mogli rozlać mydła o grubości do 0,5 cm. Może to być prostokątna forma do mydeł, pojemnik plastikowy, forma do pieczenia czy przecięty na pół karton po mleczku. Białą bazę kroimy na mniejsze części i roztapiamy w kąpieli wodnej lub mikrofali, nie doprowadzając do wrzenia. Wylewamy ją do płaskiej formy i odstawiamy na godzinę do stwardnienia. Następnie wycinamy kształty gołębi, mocno dociskając wycinaczkę do ciastek.

W taki sam sposób roztapiamy bazę transparentną. Dodajemy barwnik i olejek zapachowy, całość mieszamy. Przelewamy do foremek na lody. Delikatnie dodajemy do nich po dwa gołębie. Kiedy mydło będzie zastygać, wkładamy patyczek. Przytrzymujemy go w razie potrzeby chwilę palcami. Mydła odstawiamy w chłodne miejsce na godzinę do stwardnienia. Przed wyciągnięciem, warto włożyć je na chwilę do zamrażalnika, a następnie polać foremkę gorącą wodą lub podważyć lekko nożem.

lody niebiańskie 2 800

Lipcowy Misz Masz

20 800

Pogoda nie rozpieszcza, czasu jak na lekarstwo, a ja w środku lipca tworzę nastrój… świąteczny! Nie jest to łatwe, nie powiem. Nie jest łatwo wbić się w zupełnie inną atmosferę, kiedy dookoła tak zielono. Jest to jednak konieczne – w mojej Kosmetycznej Cukierni będzie bowiem osobny gwiazdkowy rozdział!

Liczne książkowe sesje znacznie niestety opóźniają pojawienie się w Lili in the Garden nowości. A muszę Wam powiedzieć, że są śliczne. Te kolczyki chociażby – magia! Nazwałam je Luna, kojarzą mi się księżycowo. Ten delikatny kamień to mleczny chalcedon, idealnie pasuje. Już są dostępne w —> sklepie 🙂

kolczyki z mlecznymi chalcedonami 3 800

Co tam jeszcze w sieci ciekawego znalazłam?

43 2-tile

Niezwykły wizualnie pomysł na proste zapachy do pomieszczeń. Trzeba tylko znaleźć piękną buteleczkę, jeszcze piękniejszą roślinkę i skomponować idealny aromat. Super! Pomysł i przepis z Design Love Fest

53

Całkowicie zauroczyły mnie zdjęcia, które wygrały 3rd annual International Drone Photography Contest. Niesamowite, ile możliwości stworzyły drony! Jak wspaniale pokazują świat! Zobaczcie koniecznie wszystkie na Dronestagram (zdjęcie powyżej, to zdobywca drugiego miejsca: Category Travel/ Cable Beach by Todd Kennedy)

A skoro jesteśmy przy dronach, to zobaczcie koniecznie, jaka ta nasza Polska piękna z lotu ptaka! Autorstwa Szpilki na Mapie

56 57 58

Czyż to nie jest najcudowniejszy domek wakacyjny pod słońcem? Przeczytajcie sobie o nim, pooglądajcie więcej zdjęć – wart jest tego! –> Projekt Prentiss Balance Wickline Architects

52

Jeden z najbardziej uroczych projektów DIY, jakie widziałam. Pomysł na ekspozycję sprasowanych kwiatów. Magia! Więcej na The Merrythought

46

Jaaaka świetna torba wakacyjna! No i na wyprzedaży w Mango. Kusi mnie mocno, choć niedawno dostałam piękną plażową torbę z Oysho. Ach…

50 51

Totalnie urocze przypinki. Sama takie chętnie wpięłabym do mojej kurtki, widzę je jednak bardzie na małych dziewczynkach, przyjaciółkach, które organizują sobie zdobywanie sprawności lub dziewczyńskie urodziny. Z BonbiForest

49 48 47

Odkryłam niedawno piękny sklepik ze ślubną papeterią. Nasz, polski, ale w klimacie bardzo zachodnim. Cieszy oczy! –> Love Prints

44 2

Jako wielbicielka wszelkich botanicznych motywów, nie mogłam przejść obojętnie koło tych wieszaczków. Widzę je na ścianie, przy moim biurku 🙂 Dims / Westwing

42 41 40

Jej… chciałabym, żeby kuchnia obrosła mi takimi grzybami! I się zasowiła! Świetne, leśne pomysły z pracowni Bordo

54-tile

Bardzo modne zrobiły się wszelkiego rodzaju zawieszki na ścianę, makramy wszelakie, naturalne sploty połączone z drewnem czy mosiądzem. I te tutaj są przepiękne! Madam Stoltz / LoftBar

59 60

Bardzo podobają mi się urocze, skórzane projekty ze studia Alicja Getka LAB. Ot taki na przykład organizer w jednym z moich ulubionych kolorów, z etui na tablet lub czytnik. Cudo!

Na koniec piękna dziewczyna z cudownym talentem. Zauroczona jestem płytą Julii Pietruchy! Ba, całą jej osobą. I magiczną podróżą. Bardzo jej gratuluję i trzymam kciuki!

 

Hydrolat z czystka + jeden składnik

Czystek stał się niedawno bardzo modny. Robi zawrotną karierę nie tylko w postaci herbatki, coraz bardziej popularny jest także hydrolat z czystka. I ja bardzo się z nim polubiłam. Używam go na co dzień, w różnej postaci, w zależności od potrzeb.

Dzisiaj więc mam dla Was 4 pomysły na łączenie hydrolatu z jednym, ciekawym dodatkiem. W tak prosty bowiem sposób powstają genialne kosmetyki pielęgnacyjne.

czystek

Zacznijmy jednak od samego hydrolatu. Już sam w sobie jest świetnym płynem do stosowania jako codzienny tonik, mgiełka do twarzy czy dodatek do np. maseczek. Ma delikatne działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Znany jest ze swych właściwości ściągających pory i wspomagających gojenie się drobnych ranek. Wzmaga regenerację, łagodzi podrażnienia, świetnie odświeża skórę. Polecany jest w kuracjach rozjaśniających przebarwienia. Zmniejsza opuchliznę i cienie wokół oczu. Ma przy tym niezwykle lekki, przyjemny zapach, który sprawia, że jego używanie to czysta przyjemność.

100 ml hydrolatu z czystka łączymy z…

1. Olejem jojoba / 30 ml

W ten prosty sposób powstaje łagodny, dwufazowy preparat do demakijażu twarzy. Wystarczy go przed użyciem wstrząsnąć, a następnie za pomocą wacika przetrzeć cerę. Olej doskonale usunie nawet silniejsze zanieczyszczenia, jest przy tym łagodny i bardzo dobrze przyswajalny przez skórę. Płyn pozostawi ją miękką, czystą, ukojoną i nawilżoną. / BliskoNatury.pl

2. Żelem z aloesu / 50 ml

Żel ma postać płynną, całość więc tworzy niezwykle łagodzący, wspaniały tonik dla skóry podrażnionej, poszarzałej, zmęczonej lub wystawionej na zbyt duże działanie promieni słonecznych.  / Ecospa.pl

3. Kompleksem kwasów AHA / 10 ml

A dokładniej tzw. Multifruit BSC, który jest skoncentrowaną mieszaniną ekstraktów z borówki (57%), trzciny cukrowej (24%), cytryny (8%), pomarańczy (8%) i syropu klonowego (3%).  Powstaje nam lekki tonik złuszczający, do stosowania co drugi dzień, wieczorem. / ZielonyKlub.pl

4. Octem jabłkowym / 10 ml

W tak prosty sposób powstaje kwaśny tonik octowy, który reguluje nam odczyn pH skóry, zmiękcza ją, wygładza, wspiera regenerację. Ocet to niedoceniane dobro, warto sobie czasem o nim przypomnieć. W większym stężeniu tonik możemy stosować jako zmiękczający i przywracający blask spray do włosów – spryskujemy nim wilgotne włosy, po myciu.

Hydrolat z czystka Avebio z Triny.pl

Małe włóczęgi

kraków 1 800

Włóczymy się ostatnio z Różą po Krakowie.

To znaczy spacery zawsze lubiłyśmy i w sumie dosyć często chodzimy, zawsze jednak były pretekstem do spotkań z kimś. Albo spotkanie z kimś było pretekstem do spaceru. Mniejsza o to.

Ostatnio jednak odkryłam, jak fajne jest włóczenie się tylko we dwie. Takie powolne, niespieszne, swobodne. Jakie nam to jest potrzebne! Ile w tym spokoju, oderwania, radości. Jak wartościowy jest to czas, kiedy można przysiąść z lodami od prawdziwego Włocha na krawężniku pod murem i patrzeć na ludzi. Tak po prostu. Potem gołębie pogonić (Róża, nie ja), do fontanny wejść, posiedzieć w małych knajpkach, zjeść naleśniki i Pana Kumpira z foodtrucków i znowu pogonić gołębie (znowu Róża, nie ja). A potem spotkać jednych znajomych, potem innych, czystym przypadkiem. I trzymać się za ręce. I wchodzić w kurtyny wodne. I biegać dookoła pomników (to też Róża). I znowu gołębie gonić (tym razem obie). I tak w kółko.

Kraków latem jest cudowny.

(a propos Pana Kumpira – jest na ostatnim zdjęciu – jedliście? Mi się w końcu udało spróbować – wielki pieczony ziemniak z dodatkami. Pycha!)

kraków 2 800 kraków 3 kraków 4 800

kraków 5 800 kraków 6 800 kraków 7 kraków 8 800 kraków 9 800 kraków 10 800 kraków 11

Siedzisz w domu, to masz czas

18

Dzisiaj będzie post-manifest! I post, w którym wyjaśniam, dlaczego gąsienice musiały umrzeć.

Ale od początku…

Niezmiennie, od dawna spotykam się z różną wersją zdania: „ty to siedzisz w domu, to masz czas”. Nie zawsze jest dosłownie. Nie zawsze jest to tylko stwierdzenie faktu. Czasami ktoś w ten dziwny sposób skłania mnie do zrobienia czegoś czy poszukania. Kiedy indziej, ktoś inny, nie może wyjść ze zdziwienia, co ja tyle w tym domu robię. No bo co tu można robić? Albo kiedy wszyscy narzekają, że w poniedziałek znowu trzeba iść do pracy, a ja się dołączam, to pada coś w stylu – „ty to z łóżka przechodzisz do komputera”.

No to, ja się pytam, czy ja przy tym komputerze nie pracuję?

No ale przecież ty robisz takie rzeczy, które lubisz.

No tak, ale nawet jak coś się lubi, a jest pracą i trzeba to zrobić, to nadal jest pracą. I do tego bardzo czasochłonną.

Bo otóż, wszem i wobec oznajmiam, że z czasem naprawdę u mnie krucho.

Bo gdybym tylko mogła i chciała, to w zasadzie pracy jest na całą dobę.

Bo jestem teraz na długi czas sama z dzieckiem i psem, a wypada mieć w domu jako taki porządek. I jeszcze żeby było coś do jedzenia. No, przynajmniej dla dziecka.

Bo od 16:00, kiedy dziecko skończy przedszkole, do czasu, aż pójdzie spać, to pracować w zasadzie nie mogę. I nie chcę. Bo dziecko trzeba na spacer wyprowadzić. Psa z resztą też. Dziecku trzeba czas poświęcić. Poczytać, pobawić, umyć i takie tam – codzienności. Poza tym z dzieckiem i tak się nie da pracować. Wiem, bo próbowałam.

Bo codziennie kładę się spać z wyrzutami sumienia i listą rzeczy, których nie zrobiłam. A powinnam.

A do tego jeszcze jakieś tam moje własne przyjemne przyjemności dochodzą. Żeby żyło się miło.

No a najważniejsze – bo teraz się bardzo, bardzo dużo foci (czyt: fotografuje). Bo moja kosmetyczna cukierenka musi się ukazać jesienią, a terminy gonią.

A czemu zabiłam gąsienice? Te ze zdjęcia, pierwszego.

To jest właśnie efekt tego, że człowiek się spieszy, stresuje, chce zdążyć, zrobić więcej, szybciej. I no właśnie – tak się nie da. Bo ciasto na musujące kąpielowe dżdżownice jest niczym ciasto drożdżowe – nie poświęcisz mu wystarczającej uwagi, nie dasz wystarczająco dużo miłości, to nie wyjdzie.

I gąsienice się połamały. I robić się muszą od początku.

Ale spoko – dzisiaj dziecko u teściów, ja mam wolny wieczór, pójdę zaraz pobiegać, a potem sobie te gąsienice polepię.

Bo mam czas 🙂

17 2

SONY DSC

SONY DSC

19

lawenda (1 of 1) 800

Facebook