Kwietnik x 5

Chciałabym w tym roku zaprzyjaźnić się z roślinkami. Innymi niż kaktusy, bo z kaktusami, jak się okazało, potrafię żyć w bardzo przyjemnej zgodzie. Zwyczajnie mi nie umierają!

Pora oswoić rośliny! I dlatego tak w oczy wpadają mi ostatnimi czasy piękne kwietniki!

Oto 5 z nich, istne cuda! I to z Polski!

 

1. Kwietnik Sol / Bujnie

2. Kwietnik czarny / HEXAL design

3. Domek z zielonym dymkiem / Plantarium

4. Makrama – kwietnik / Margo Hupert

5. Kwietnik Nu / Bujnie

 

Zapraszam na warsztat walentynkowy w Krakowie / 11.02

Kochani, zapraszam Was serdecznie w walentynkowy czas na bardzo przyjemny warsztat w uroczej kawiarni Absurdalia Cafe w Krakowie w sobotę 11.02.17. Spędzimy miło czas, pośmiejemy się i stworzymy małe cudeńka dla siebie samych lub bliskiej osoby. Wpadajcie koniecznie, tylko pamiętajcie, że ilość miejsc ograniczona!

Poniżej szczegóły!

Kosmetyki naturalne z Lili Natura
Warsztat walentynkowo-przyjemnościowy

Stwórz idealny wieczór dla Was dwojga lub rozkoszne domowe SPA dla samej siebie!

Czas trwania: 2-2,5 h
Termin: sobota 11 luty 2016, godzina 11.00

Wyczaruj niezapomnianą atmosferę i w naturalny sposób zadbaj o piękne ciało i głęboki relaks. Poznaj tajniki sztuki afrodyzji, aromaterapii i kosmetyki naturalnej!

Warsztat stworzony jest dla osób poszukujących, otwartych i ciekawych świata. Uczestnicy nauczą się, w jaki sposób z produktów dostępnych w kuchni lub łatwo dostępnych sklepach stworzyć romantyczny i upojny wieczór dla ukochanej osoby lub chwilę relaksu dla siebie. Poznają sekrety afrodyzjaków i specyfików naturalnych, odkrywających prawdziwe piękno ciała. Nauczą się jak zaaranżować intymny rytuał rodem ze SPA. Stworzą własne kosmetyki pielęgnacyjne i będą miały okazję i sposobność do zabawy zapachem, kolorem i smakiem. Inspiracje i pomysły dla prawdziwej bliskości i wspaniałej zabawy we dwoje.

Podczas warsztatu powstaną w miłej atmosferze:

  • pielęgnujące kolorowe serniczki kąpielowe
  • odżywczy olejek do ciała i romantycznego masażu
  • rozgrzewający i pobudzający peeling do ciała
  • najmodniejsze woski zapachowe

Wszystkie wykonane kosmetyki uczestnicy zabierają do domu.

 

Zgłoszenia do 5 lutego. Przedpłata 50% do 5 lutego (ewentualne późniejsze zgłoszenia uzgodnione z prowadzącą). Przy rezygnacji po 8 lutym, przedpłata nie będzie zwracana.

Cena warsztatów: 70 zł

Miejsce: Absurdalia CAFE, Kraków, ul.Brodzińskiego 6 (tuż koło kładki)

Zapisy obowiązkowe: absurdaliacafe@gmail.com

Więcej szczegółów w wydarzeniu na Facebooku – TUTAJ.

Zapisz

Zapisz

#zmiana / kolczyki

Zmian część dalszy, pora jednak na te mniejsze. Takie, które nie powodują wielkiej rewolucji w życiu, ale dzięki nim czujemy się lepiej, pracujemy sprawniej, dzień staje się zwyczajnie ładniejszy, noc mniej straszna, a osoba, która zerka na nas z lustra – taka jakaś przyjemniejsza i bardziej oswojona.

I tak… tylko mnie nie wyśmiejcie… przebiłam uszy!

W wieku 32 lat zebrałam się na odwagę, której przez tyle czasu mi brakowało i wybrałam się do kosmetyczki. Nie, żebym wcześniej odczuwała jakąś specjalną potrzebę noszenia kolczyków. Wydawało mi się wręcz, że takie to nienaturalne, jak z ucha coś zwisa. Nie wiem tylko, że podświadomie nie kierował mną jednak strach przed tym dziwacznym pistoletem dobierającym się do mojego ciała…

No ale, no… sami powiedzcie – gdyby Wam zostało tak dużo, tak pięknych kolczyków, czy nie odważylibyście się na ten milowy krok? Mnie przekonały, zwłaszcza te długie z różowym chalcedonem i kwarcem z inkluzjami. Nie mogłam sobie ich tak po prostu darować, choć przez 3 lata prowadzenia sklepu Lili in the Garden nie przemawiały do mnie tak mocno.

Poszłam więc… nie sama, o nie! Z Różą i siostrą, w ramach wsparcia, bo ze mnie ogromna panikara. Pani, która nas przyjmowała była pewna, że chodzi o Różę właśnie. Kiedy okazało się, że to ja będę się dziurawić, spojrzała tylko dziwnie, uśmiechnęła się i spytała, jakim cudem dziecko urodziłam, skoro się boję… Cóż, sama nie wiem…

No i mam! Teraz muszę odczekać tylko szmat czasu, aż się wszystko zagoi i zaczynam moją przygodę z kolczykami. I cieszę się bardzo. I czuję się bardziej dorosła. I inna trochę.

I dobrze mi z tym!

 

Normalizująca ulubiona seria Vianek

Coś mi te moje plecy nie odpuszczają… Skutecznie blokują normalne funkcjonowanie i zmuszają do spędzania czasu w pozycji poziomej (co ogólnie takie złe nie jest, ale tylko wtedy, kiedy ma się spokojną możliwość przejścia w pion… I czas…). Muszę więc, jak widać, zwolnić na nieco dłużej i doleczyć te moje plecki, zwłaszcza, że za tydzień wyprawa kilkudniowa w góry! Walczę więc z sił całych, a tymczasem – wchodzimy w róż!

Bo i różowo mi się robi na myśl o najnowszym dziecku Sylveco – marce Vianek i jej z kolei młodziutkiej serii normalizującej!

Doceniam ją szczególnie jako posiadaczka cery mieszanej, problematycznej, skłonnej do niespodzianek. Co więcej – posiadaczka ogromnej ilości włosów ze skłonnością do przetłuszczania i wieczną niemożliwością ułożenia.

Mam wręcz wrażenie, że w końcu ktoś zrobił jedną pełną serię dedykowaną właśnie mnie!

Znacie już kosmetyki Vianek? Jestem pewna, że wszystkim, którzy choć trochę stawiają na naturalność, marka ta rzuciła się przynajmniej w oczy. Miałam już kilka innych kosmetyków, wszystkie przyzwoite, nie powiem, ale dopiero ta seria wzbudziła we mnie miłość prawdziwą. Czemu?

vianek 4

Wśród kosmetyków do twarzy znajdziemy kremy na noc i na dzień, tonik i żel myjący, do włosów natomiast szampon i odżywkę do włosów normalnych i przetłuszczających się oraz magiczną wcierkę do skóry głowy z ekstraktem pokrzywy, skrzypu, łopianu, szałwii i brzozy. Łącznie siedem kosmetyków zamkniętych w praktycznych, charakterystycznych dla marki opakowaniach z motywem łowickich kwiatów. Jeśli miałabym do nich zastrzeżenia to jedynie do pojemności – za szybko się kończą. Zwiększyłabym ją na pewno w przypadku toniku, żelu i szamponu.  No, koniecznie!

Bardzo podoba mi się podział w działaniu kremów serii. Zacytuję opisy: „Lekki krem matujący do codziennej pielęgnacji cery przetłuszczającej się i problematycznej. Zawiera olej z pestek winogron, oliwę z oliwek i skwalan roślinny, które zapewniają skórze optymalne nawilżenie, nie obciążając jej. Ekstrakt z kory wierzby białej to źródło związków o działaniu ściągającym, przyspieszających redukcję zmian skórnych, które w połączeniu z witaminą B3 normalizują stan skóry.” Na noc sięgamy natomiast po „krem normalizujący do wieczornej pielęgnacji cery przetłuszczającej się i problematycznej. Opracowany pod kątem łagodzenia zmian skórnych oraz odnowy fizjologicznej warstwy hydro-lipidowej, kiedy w skórze zachodzą intensywne procesy regeneracyjne. Zawiera kompleks składników regulujących (bio-siarkę, ekstrakt z pokrzywy, witaminę B3, olejek z drzewa herbacianego i betulinę), które ograniczają powstawanie wyprysków, zmniejszają produkcję sebum i normują procesy łuszczenia. Krem można stosować jako uzupełnienie leczenia dermatologicznego trądziku.”

Krem na dzień jest więc idealnym lekkim kremem, faktycznie delikatnie matującym, który wchłania się szybko, a jednocześnie dobrze nawilża i chroni skórę. Pachnie przyjemnie, lekko ziołowo. Ten wieczorny jest natomiast widocznie gęstszy, cięższy, ale nie bardzo ciężki. Dłużej się wchłania i pozostawia leciutko tłustawą warstewkę, która przez noc regeneruje nam cerę. Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że oba kremy faktycznie normalizują. Zwłaszcza jeśli uzupełnimy je o tonik i żel myjący.

Żelem myję twarz 2-3 razy dziennie, wieczorem mieszam go w dłoni z olejkiem, aby lepiej usunął tłustszy makijaż. Jest świetny! „Zawiera ekstrakt z kory wierzby białej o właściwościach ściągających i normalizujących oraz kwas salicylowy, który dogłębnie oczyszcza i odblokowuje pory. Dodatek olejku eukaliptusowego przyspiesza regenerację zmian skórnych.” Lubię pozostawić go na buzi na chwilę, aby dać szansę zadziałać nieco mocniej delikatnemu dodatkowi kwasu i olejku eukaliptusowego. Świetnie oczyszcza i idealnie przygotowuje cerę do dalszej pielęgnacji.

Sięgam więc z kolei po tonik. „Łagodny tonik  o niskim ph (3.0) przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery przetłuszczającej się i problematycznej. Ekstrakt ze skrzypu polnego, bogaty w krzemionkę, normalizuje wydzielanie sebum oraz przyspiesza regenerację zmian skórnych, natomiast ekstrakt z aloesu nawilża i łagodzi. Kwas AHA jabłkowy ogranicza powstawanie zaskórników i zmniejsza nadmierne rogowacenie. Dodatek olejku miętowego przyjemnie odświeża skórę i przywraca jej równowagę.” Cóż, opis chyba mówi wszystko. Tonik jest genialny, kwaśny, mocno odświeżający i regulujący. Mam wręcz ostatnio słabość do kosmetyków z dodatkiem mięty – dodają skórze energetycznego kopa!

Na tak oczyszczoną skórę nakładam jeden z kremów, czasami wzbogacam całość kojącym aloesem lub serum. Czasem też, zwłaszcza teraz, zimą, zamieniam nocny krem nieco tłustszy, bardziej kojący, najchętniej Naffi marki IOSSI. I z czystym sercem mogę powiedzieć, że jestem z takiej pielęgnacji bardzo zadowolona.

vianek 3

A co z włosami? Muszę je myć bardzo często, niestety. Mam jednak wrażenie, że kosmetyki serii normalizującej nieco wydłużają im zdatność do pokazywania 🙂 Trio to stanowi, jak dotąd, najlepsze naturalne produkty do włosów, jakie miałam okazję wypróbować. Szampon dobrze się pieni i oczyszcza. „Zawiera ekstrakt z liści pokrzywy zwyczajnej o działaniu regulującym pracę gruczołów łojowych, wzmacnia jednocześnie cebulki i hamuje wypadanie włosów. Olejek eukaliptusowy odświeża i tonizuje skórę głowy, a panthenol i kwas mlekowy nawilżają, zapewniając włosom miękkość, gładkość i elastyczność.” Pozostawia jednak włosy nieprzyjemne w dotyku, szybciutko więc sięgam po sporą dawkę lekkiej odżywki. Ta z kolei „zawiera zieloną glinkę i skrobię, które absorbują nadmiar sebum. Panthenol regeneruje i wzmacnia włosy, a olejek miętowy normalizuje, zapewniając przyjemne uczucie chłodu i świeżości.” Czasami zastępują ją ekspresową maską Kąpiel Agafii. Włosy stają przyjemne w dotyku, gładkie i takie… lekkie.

Ale to jeszcze nic! Bo prawdziwa gwiazdą włosowej serii, co już potwierdziło mi kilka osób, jest normalizujący tonik-wcierka do skóry głowy! „Preparat w formie toniku do stosowania na skórę głowy, normalizujący pracę gruczołów łojowych. Zawiera kompleks ekstraktów z pokrzywy, skrzypu, łopianu, szałwii i brzozy, bogatych w składniki mineralne (cynk, miedź, krzem) oraz witaminy, które wzmacniają cebulki, znacząco przyspieszając wzrost włosów. Olejki rozmarynowy i eukaliptusowy odświeżają, pobudzają i odżywiają skórę głowy. Systematycznie stosowanie sprawia, że włosy rosną mocniejsze i grubsze, stają się bardziej odporne na uszkodzenia.”

Wcierka idealnie uzupełnia pielęgnację i ma faktyczne, bardzo korzystne działanie nie tylko na skórę głowy, ale właśnie na same włosy. Jest leciutka, pachnie mocno orzeźwiająco naturalnymi olejkami z rozmarynu i eukaliptusa, które bardzo lubię. Bo musicie wiedzieć, że zadziałają Wam one nie tylko zgodnie z przeznaczeniem, ale poprawią także jasność myślenia, wzmocnią odporność i dodadzą energii. Ot, taki gratis od natury.

Reasumując – jeśli tylko macie cerę wymagającą  uregulowania i ciężkie, przetłuszczające się włosy – sięgnijcie po kosmetyki Vianek koniecznie. Zwłaszcza, że cenowo wychodzą bardzo atrakcyjnie.

Kosmetyki dostępne na stronie Sylveco – TUTAJ.

vianek 1

 

 

Biżuteria (nie moja) do zakochania

Teraz, kiedy sama nie prowadzę już sklepu z biżuterią, mogę z czystym sercem polecać tę, na którą natykam się w mediach, a która doprawdy porywa za serce! Poniżej kilka przykładów.

Przy okazji odkryłam, że mam słabość do kamieni, kolorów, złota, motywów z przymrużeniem oka, przypinek i…. robali 😀

 

bizu1

 

1. Chmurka z deszczem do przypinania – 10 DECOART

2. Eye pin – 10 DECOART

3. Kolczyki wiszące EYES – 10 DECOART

4. Rose of the Winds pin – 10 DECOART

5. Pin biedronka – 10 DECOART

6. Pin kaktus – 10 DECOART

7. Coco pin – 10 DECOART

 

bizu2

1. Naszyjnik z zielonym skarabeuszem Lilou

2. Naszyjnik z liliowym skarabeuszem Lilou

3. Broszka z kolekcji MOTYLE 1 – W.KRUK

4. Broszka z kolekcji MOTYLE 2 – W.KRUK

5. Broszka z kolekcji MOTYLE 3 – W.KRUK

 

 

bizu3

 

1. Naszyjnik Tous Hand Vermeil – Tous

2. Naszyjnik Tous Happy Moments Gold – Tous

3. Naszyjnik GAIA z różowym chalcedonem Linni Lavorova

4. Naszyjnik ze srebra złoconego, jedwabiu, pereł, lapisu lazuli i kwarcu różowego Jagg Jewels

5. Bransoletka Tous Miamix z rubinem i turkusem – Tous

6. Kolczyki Tous Miami – Tous

7. Kolczyki Tous Vermeil Face – Tous

 

Na koniec muszę jeszcze polecić świetny blog o biżuterii – Pica Pica. Odkryłam go niedawno i jestem pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu dziewczyn, które go prowadzą. –> picapica.pl

 

120

Rewolucja

Tak i wracam. Do Was. Z nowym osłem (chyba), który skrywa teraz sporo pięknego dobra, a w którym zakochałam się na zabój. Wracam do mojego ukochanego blogowania. Do poszukiwania i inspirowania. Po nieco dłuższej, niż planowałam przerwie, która, zdradzę Wam, wcale przerwą nie była. Musiałam bowiem dobrze zamknąć poprzedni rok, odkopać się z papierków, zrobić wielkie porządki, przestawić myślenie, uspokoić się… Co łatwe nie było, albowiem…

…bowiem rok 2017 rozpoczynam małą rewolucją!

Większość z Was już wie, że w Sylwestra zamknęłam ostatecznie, po prawie trzech latach działalności sklepik Lili in the Garden. Czemu? Bo to moja własna, osobista „dobra zmiana”. Zmiany są potrzebne. Żeby ruszyć do przodu, żeby nie utkwić gdzieś, gdzie nie chcemy być.

To nie tak, że sklepik na siebie nie zarabiał. Mogę raczej powiedzieć, że był całkiem dobrym źródłem dodatkowego dochodu, biżuteria się podobała, ale… no właśnie – ALE. Usiedliśmy dnia pewnego z moim mężem, porozmawialiśmy spokojnie, poważnie i doszliśmy do wniosku, że robię za dużo rzeczy i żadnej nie robię tak naprawdę porządnie. Dzień rozbijam na wiele różnych aktywności, na żadną z nich nie mam wystarczająco dużo czasu. Przestałam się rozwijać, iść do przodu. Doszliśmy też do wniosku, że tym, co zajmuje mi najwięcej czasu, a do czego mam zdecydowanie najmniej talentu i cierpliwości, jest prowadzenie sklepu. A już zwłaszcza z taką biżuterią, w której prawie każdy egzemplarz jest inny, każdy trzeba osobno sfotografować, opisać, udostępnić na wielu stronach, popakować, wystać na poczcie, itp…

Zamknęliśmy więc ten rozdział. Po trosze mi smutno, z drugiej jednak strony pojawiło się też nieśmiałe uczucie ulgi. Dzisiaj, kiedy czuję, że jestem już „odkopana” ze sklepowych zaszłości, powróciła też do mnie energia, która w całym tym zamieszaniu, wyprzedaży i wraz z rwą kulszową, która złapała mnie w Święta, gdzieś się ulotniła. Jej miejsce na chwilę zajęła czarna rozpacz, doprawdy irracjonalne poczucie osamotnienia i strach przed nowym.

Co teraz? Dalej będę tu, w Lili. Chcę jednak trochę ją zmienić. Nie od razu, ale jest to plan na ten rok. Dalej będę zajmowała się stroną wizualną i marketingiem BliskoNatury.pl, nadal będę prowadziła kilka fanpage’y na FB, nadal też będę prowadziła warsztaty kosmetyki naturalnej (niedługo ogłoszę w Krakowie otwarty, walentynkowy!).

Planuję ponadto, i to jest właśnie w całej tej rewolucji najważniejsze, skończyć kilka kursów, zwłaszcza graficznych. Nauczyć się czegoś porządnie, zdobyć solidne umiejętności, rozwijać się.

Rok 2017 jest więc dla mnie zagadką, z pewnością jednak wkraczam w niego nieco inna, zmieniona, z mocnymi postanowieniami. Ale o tym kiedy indziej!

Bardzo Was proszę o trzymanie za mnie kciuków. I zaglądajcie do Lili! Bo już w głowie kłębią mi się blogowe pomysły!

Ach, wracając do osła (chyba)… Jest pewna ogromna zaleta zamknięcia Lili in the Garden. Jaka? Mam teraz masę pięknej biżuterii, którą uwielbiam! Od czasu do czasu będę też i z Wami dzielić się małymi cudami!

Stay tuned, jak to mówią w wielkim świecie!

rewolucja-3

Facebook